Rzeź bezkręgowców - Joanna Chmielewska

kzarecka

2007-12-12

chmielewska_160Jej książki wydawane są już ponad czterdzieści lat. I od ponad czterdziestu lat Joanna Chmielewska ma rzeszę zakochanych w jej dziełach czytelników. Wierna, zwarta grupa. Znacie Towarzystwo Wszystko Chmielewskie? Jeśli nie, powinniście się nimi zainteresować. Skąd taka miłość do autorki? Hm... Wystarczy spojrzeć na ilość publikacji - 56. Później pomyśleć, że jeśli ktoś wszystkie przeczytał, to musi być albo fanem, albo wariatem, albo jednym i drugim. A później? Później pójść do księgarni bądź biblioteki, przeczytać którekolwiek z dzieł i... wstąpić w szeregi wyznawców "religii" Chmielewskiej. Jeśli nie jesteście bezkręgowcami, nie zaszkodzi wam. Amen.


W nowej książce Chmielewskiej trup ściele się gęsto. Pierwszą ofiarą jest znany reżyser, którego Joanna, a jakże by inaczej, raczej nie kocha. Wejchenmann nie żyje, niemożliwe, to zbyt piękne, żeby mogło być prawdą. Zamordowany! A cóż za jaki Robin Hood go trzasnął, Janosik, Zorro, Szkarłatny Kwiat, jaka tam jeszcze szlachetna postać po historii się plącze...? Jeśli zwykły bandzior, niech mu będzie na zdrowie, kocham bandziora! Nigdy więcej ten łajdak, ten bufon, ten kretyn nadęty, niedorobiony wieszcz, buc porąbany i bezczelny, megalomański zbuk, wredny karierowicz i pluskwa, barbarzyńca i wandal, nie spaskudzi nikomu niczego! Nigdy więcej nikogo nie okradnie, nigdy więcej nie przywłaszczy sobie cudzego wysilku, natchnienia, osiągnięcia, nigdy już nie dostanie niczego, co mu się należy jak mnie korona hiszpańska...!!! No tak, Joanna za pierwszą ofiarą nie przepadała. Delikatnie mówiąc. Nie przepadała też za kolejnymi, bo oczywiście, jak to u Chmielewskiej bywa, jeden trup to za mało.

Cała afera wybucha akurat w dniu powrotu Joanny z wakacji. Ta to też ma szczęście! Co z kraju wyjedzie, mordują nam rodaków! Gorzej - padają na nią podejrzenia. To jednak nie dziwi tak bardzo. Po pierwsze ofiary sympatią nie darzyła. Po drugie publicznie ją błotem obrzucała. Po trzecie czyhała na jej ziemię. Jest zatem motyw. A jak jest motyw i podejrzany, to połowa sprawy rozwikłana. Gdyby to jednak była Joanna, byłoby za pięknie.

Z jednej śmierci robi się druga. Z drugiej trzecia. Sznureczek leci. Ludzie związani z filmem padają jak muchy. Wszyscy jednak, jak jeden mąż, należą do... bezkręgowców. Pasożyty, które żerują na talencie i pomyśle innych. Każdy z zabitych mężczyzn (bo kobiety Chmielewska oszczędziła) do świata polskiego filmu wniósł więcej szkody niż pożytku. Na dodatek przyczynił się do obniżenia wskaźnika czytelnictwa (no i jak tu takich nie pozabijać?). A cała sprawa w uproszczeniu wyglądała tak: ktoś zdolny napisał powieść, ktoś mniej zdolny postanowił ją zekranizować, ktoś z jeszcze niższym poziomem IQ postanowił wprowadzić swoje "genialne" zmiany i rezultat jest taki, że powstaje dzieło wybitne... inaczej. Słowem - chłam.

Jak się okazuje cała sprawa rozpoczęła się od pewnej pisarki, która oczarowała Polaków swoimi książkami. Była bardzo popularną autorką i nagle znikła. Koniec, kropka. Była, nie ma. A książki? Były, nie ma. Dodruków brak. Owa pisarka, nazwiskiem Ewa Marsz (pseudonim, który wybrała na przekór ojcu, byłemu wojskowemu, który wszystko kończył okrzykiem "Marsz!") miała mało szczęśliwy epizod w życiu - poznała przystojnego płazińca, nazwiskiem Poręcz. I jak się okazało, to on był przyczyną całej kaskady zdarzeń w tej historii.

Sprawę próbuje rozwikłać ubóstwiany przez fanów Chmielewskiej komisarz Górski. Rozwikłać zagadkę próbuje też Joanna. I jedno, i drugie stara się nie mataczyć. Rozwiązanie jest najważniejsze. Joanna sobie tylko znanymi sposobami zbiera dowody, prowadzi "przesłuchania", zapewnia innym alibi, wyciąga wnioski. Robi wszystko, tylko nie zabija (choć by chciała; może kiedyś, w którejś książce wreszcie zabije?). A sprawa łatwa nie jest. Okazuje się, że cała polska telewizja (ta publiczna, nie prywatna) to jeden wielki przekręt. W magazynach zatrzęsienie skrywanych dowodów przestępstw, wszędzie machlojki, niedomówienia. Oczywiście nie każdy jest tam zły i skorumpowany, ale jak mała bombka wybucha, to strach pomyśleć, jaka może być siła odrzutu.

Czy zabójca zostanie schwytany? Oczywiście. Czy Ewa Marsz zacznie znowu pisać? Oczywiście. Czy wszystkie płazińce i ludzkie pijawki przejdą na tamten świat? Pewnie nie, ale znaczna ich ilość zostanie unicestwiona. Czy polska kinematografia zyska? Z pewnością nie straci.
"Rzeź bezkręgowców" to Joanna Chmielewska w najlepszym wydaniu. Znane i lubiane postaci, wartka akcja, dialogi cudowne. A humor taki, na jaki stać tylko Chmielewską. Pokrótce - gdyby powieść przenieść na ekran, można by pokładać się ze śmiechu w sali kinowej bądź przed telewizorem. Pytanie tylko - kto by się zdecydował na reżyserię? Przecież jakby owy "ktoś" chciał wnieść swoją wizję, Chmielewska mogłaby zabić.

Joanna Chmielewska "Rzeź bezkręgowców"; Wydawnictwo: Kobra Media; Format: 125 x 195 mm; Liczba stron: 336; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-88791-88-8

Katarzyna Zarecka


Tagi: rzeź bezkręgowców, joanna chmielewska, towarzystwo wszystko chmielewskie, recenzja, książka, powieść, film, ekranizacja, reżyser kopbra media,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

WTKN

Dobre Strony 2013

Nieznane przykazanie

Design

Portal dla Rodziców