Uwielbiam Polskę

kzarecka

2007-07-19

Jesteśmy na wczasach w tych mazurskich lasach, w promieniach słonecznych opalamy się... A teraz wersja mniej optymistyczna – jesteśmy na wczasach w nadbałtyckich lasach, w strugach deszczu moknąć, cóż tu więcej począć... Urlop. Człowiek marzy o nim przez cały rok. Kilka dni, może tydzień, spokój, cisza, spanie do X, siedzenie do Y. Ach, któż z nas o tym nie marzy? I ja, naiwna, też marzyłam. Ba, marzę nadal.

Wyjechałam dość niespodziewanie. Rach, ciach i już. Tak było z decyzją. Z wprowadzeniem wszystkiego w życie poszło zdecydowanie nie rach, ciach i już. Kilka godzin za kierownicą. Długich godzin. Godzin w samochodzie bez kllimatyzacji. Godzin w gorącej puszce. Tablice przy drogach wskazywały: 35 stopnni C "w chmurkach", 54 stopnie C "na szosie". W radiu informacja, że kierowcy narzekają. Asfalt się topi. Gorąco. Gorąco! Gorąco!! Jednak uproszczając – jak się rzekło, tak się stało. Welcome to Wiselka, że w poliglotę się zabawię. I tak trafiłam do miejsca, w którym nie ma pola komórkowego. A jak jest, to telefon wyświetla – Międzyzdroje, Wolin lub, tu mój ulubiony etap podróży, T.Mobile z wiadomością, ile zapłacę za minutę, a ile za smsa. Słowem – jestem w Polsce, a telefon informuje mnie (wtedy, kiedy jest zasięg), że wyjechałam za granicę. Halt! Jam jest w Polsce!

Gorzej – jestem na urlopie. Niby. Pracuję. A tu jakoś nie biorą pod uwagę, że człowiek na urlopie może pracować. Tak, tak, rozumiem – jak urlop, to nie praca. Słowa się wykluczają. Biorąc jednak pod uwagę, że nie wiadomo, gdzie jestem, przyjmijmy chociaż jeden pewnik – pracuję, będąc na urlopie. Do sedna – potrzebowałam "Gazetę Prawną". Niby nic? Oj, bardzo wiele. Jeden kiosk – nie ma. Drugi kiosk – nie ma. Trzeci kiosk – nie ma. Kolejny sklep – nie ma. Wybaczcie sformułowanie – cholera jasna, to gdzie?!! Nie ma, bo... to wakacje. A kto na wakacjach czyta "Gazetę Prawną"? Wychodzi na to, że w Wisełce tylko ja? Bożesz Ty mój!

Więcej. Siadam w jadalni – tak nazywam pomieszczenie, w którym pochłaniam bułkę z tyrolską ("Ale ja się przecież przed nim nie otworzę"), patrzę na parapet, a na nim mnóstwo gazet. Mnóstwo! Gazety codzienne, poradniki i mapy. Mapy! Przejechałam setki kilometrów nad Bałtyk, to i ze zwykłymi szlakami dam radę. Sięgam więc z radością po pseudoporadnikową mapę. Cieszę się. Pewnie droga do jakiejś latarni. Pewnie dojście do którejś zatoki, może portu... Ach, cudo! Sięgam po pierwszą z brzegu mapę i... co? "Uwielbiam Polskę. Atlas turystyczny. Okolice Warszawy. Dziennik. Zeszyt 12". Wyjechałam na urlop, chciałam odpocząć, przejść się po jakimś szlaku (prostym; tu niestety takich nie ma; górki, pagórki i inne dziadostwa), a w zamian dostaję niemiecki T. Mobile i mapkę po okolicach Warszawy!!! Nie, nie denerwuję się. Ogarnia mnie wściekłość! Wściekłość, bo chcę moją sieć komórkową! Wściekłość, bo chcę mapkę po szlakach Wisełki. Wściekłość, bo chcę "Gazetę Prawną". Wściekłość, bo prażyłam się w samochodzie, jadąc na wyspę Wolin, a teraz na niej marznę. Wściekłość, bo biegałam po deszczu za tą nieszczęśną gazetą, a okazało się dzisiaj, że znajomy emerytowany wojak ("Jeszcze Polska nie zginęła") ową gazetę... ma! I po się denerwowałam?! I po co biegałam?! I po co na deszczu mokłam?!

Chciałam napisać coś zgryźliwego, że nie tak, że ludzie pracują na wakacjach, że mają prawo do tego, by szlag jasny ich z nerwów na miejscu trafił, że gazet w Polsce brak, że pada, a nie miało. A tu wojak powiedział: - Mam. I nerwy odeszły i błogi stan spokoju nastał. I chmury się rozstąpiły. I... uwielbiam Polskę! I... Jesteśmy na wczasach...

KaHa

Tagi: wczasy, urlop, gazeta prawna, felieton, Międzyzdroje, Wolin, uwielbiam Polskę, atlas turystyczny, dziennik, zeszyt,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany