"Stephen King powieści sensacyjnej"

kzarecka

2008-02-08

dolina_ko347ci_160Takim mianem okrzyknięto Michaela Grubera w "Denver Post". Czy jednak "Dolina kości" osiągnie taką samą popularność jak "Zwrotnik nocy"? "Zwrotnik..." uznano przecież za arcydzieło gatunku. Nowy thriller Grubera to wnikliwe stadium wiary, szaleństwa i ludzkiego charakteru. To opowieść o oddzielaniu prawdy od zmyślenia. To rozpacz, upodlenie, komunikacja ze świętymi, służba boża. A w tym wszystkim zagadka, którą musi rozwikłać pewien detektyw. Przeczytajcie fragment. Sami zdecydujcie, czy warto sięgnąć po tę książkę.





Paz rzadko kiedy przyprowadzał swych kubańskich przyjaciół do restauracji, a jego matka (której nic nie umykało) często to komentowała: co, wstydzisz się mnie? Ale problem nie na tym polegał; powodem było to, co działo się w tej chwili z Moralesem. Młody detektyw jadł zarzuelę, kubański odpowiednik bouillabaisse, podaną prosto z patelni wielkości opony samochodowej przez samą właścicielkę restauracji. Przypadkowy świadek tej sceny miałby poważne trudności, chcąc się zorientować, który z dwóch mężczyzn jest ukochanym synem, a który kimś obcym, lub też z pewnością by się pomylił, gdyż Morales był traktowany po królewsku przez panią Paz, która przekładała na jego talerz najsmakowitsze kąski, podczas gdy Jimmy musiał się zadowolić tym, co zostało. W ciągu dwudziestu minut spędzonych przy stole zarezerwowanym wyłącznie dla wybranych gości pani Paz wyciągnęła z Moralesa całą historię jego życia, a także bezpośrednich przodków. Okazało się, że Morales mieszka z matką, że jego dwie starsze siostry są już zamężne i mają dzieci, że on sam jest zaręczony i szykuje się do ożenku (pokazał zdjęcie wybranki, czemu towarzyszyły pełne zachwytu wzdychania ze strony pani Paz), że uczęszcza na uniwersytet stanowy, by uzyskać stopień licencjata. Paz niewiele się z tego wcześniej dowiedział i teraz żałował, że Morales nie prowadzi sekretnego życia bezwzględnego pedofila. W trakcie tej uczty matka wielokrotnie rzucała mu ukradkowe spojrzenia: zobacz, tak wygląda porządny syn kubański!
Paz tylko dziobał smakowite jedzenie, chcąc odegrać się na matce, co oczywiście zostało odebrane jako jeszcze jeden przykład synowskiej niedoskonałości, bo Morales zgarniał żarcie obiema rękami. W końcu młody człowiek musiał się poddać, kiedy to ograniczenia fizjologii okazały się silniejsze nawet od woli pani Margarity Paz. Pochłonąwszy porcję wielkości własnej głowy, bliski łez, Morales podniósł się od stołu i udał do męskiej toalety.
- Wiesz, mamo - powiedział Paz - wydaje mi się, że to poważne przestępstwo narażać funkcjonariusza policji na eksplozję w miejscu publicznym.
- To miły chłopak - zauważyła matka, ignorując jego słowa. - Szkoda, że jego siostry są już zamężne. - Głębokie westchnienie rozczarowania. A potem przystąpienie do ataku:
Jadłeś jak ptaszek. Coś z tobą nie tak.
- Wszystko ze mną w porządku, mamo. Jest środek dnia. Gdybym jadł tak jak on, mózg przestałby mi funkcjonować.
- A co, on nie ma mózgu?
- Nie potrzebuje go, dopóki jestem jego partnerem. Posłuchaj, mamo, muszę cię poprosić o przysługę...
- Nie, nie, źle wyglądasz, mój synu. Najpierw zabijasz tego brujo, a tydzień później strzelasz do kogoś innego. Nie wiesz, że po czymś takim powinieneś się oczyścić?
- Nie wybieram się do twojego ile, mamo.
- Oczywiście, że nie, wiesz wszystko najlepiej, po co w ogóle tracę czas? - Palec z czerwonym paznokciem wycelowany w jego oko. - I masz nową kobietę - oświadczyła oskarżycielsko. Jimmy poczuł, jak pot występuje mu na czoło, a zarzuela tańczy fandango w jego brzuchu. - I oczywiście wstydzisz się starej matki, nie przyprowadzasz jej do mnie. Wiem, że duchy są złe na mnie, bo jaki byłby inny powód takiego traktowania...
- Mamo, w niedzielę. Zaprosiłem ją na kolację w niedzielę.
- Mhm. Zrobię langosta a la crema. A co to za przysługi chcesz ode mnie?
- Muszę pogadać z Ignaciem Hoffmannem.
Odwróciła wzrok. To było dla niej niezwykłe.
- Już tu nie przychodzi.
- Mamo, wiem, że już tu nie przychodzi. Ukrywa się. Posłuchaj, nie interesuje mnie ten facet, nie chcę mu też zaszkodzić. Po prostu muszę z nim pogadać.
- Dlaczego myślisz, że potrafię go znaleźć?
- Daj spokój, mamo. Ignacio praktycznie mieszkał w tej knajpie. Jego ulubione miejsce jest wciąż ciepłe od jego dupy.
- Zważaj na język!
- Poza tym musisz go znać. Jest omo-orisha.
Był to domysł. Paz nie wiedział, czy Hoffmann jest wyznawcą kultu Santerii, ale ołtarz u Jacka Wilsona sugerował pewne związki. Gdzie taki biały Amerykanin jak Wilson skombinowałby podobną kapliczkę, jeśli nie u swego dawnego szefa? Wiedział, że jego matka zna wszystkich wyznawców tej religii, którzy znaczyli cokolwiek.
Teraz spojrzała na niego bez wahania. Zmusił się, by wytrzymać jej przenikliwy wzrok.
- Pomyślę o tym.
- Mamo, chodzi o śledztwo w sprawie zabójstwa. Proszę cię w uprzejmy sposób, ale prawdę mówiąc, każdy obywatel ma obowiązek pomagać policji, jeśli ta się do niego zwróci.
Wyciągnęła ręce i złączyła nadgarstki, pobrzękując bransoletkami.
- Więc mnie aresztuj.
- Mamo, daj spokój...
- Powiedziałam, że pomyślę o tym.
Paz chciał już powiedzieć, że mu się trochę spieszy, ale w tym momencie zadzwoniła jego komórka. Spojrzał na wyświetlacz.
- To moja dziewczyna. Zamierzam ją poprosić, żeby za mnie wyszła i od razu dała ci czworo wnuków.
- Och, jakiś ty domyślny!
- Cześć, Lorna. Co?! Uspokój się. Prosiak Porky? Jest już tam policja? Uhm. Okej. Okej, daj mi go do telefonu.
- Się masz, Jerry... tak, owszem. Nie, chodzi o śledztwo w sprawie zabójstwa. Tak. Masz coś o tym facecie? Tak, Prosiak Porky, słyszałem już. Nikt nie widział tamtego wozu? Uhm. Posłuchaj, możesz mi wyświadczyć przysługę? Niech ktoś przywiezie do mnie poszkodowaną. Jestem przy Dziewiętnastej i Trail... tak, w restauracji. Okej, wspaniale, postawię ci obiad. Nie, spiszę zeznanie i wniesiemy skargę. Tak, i wszystkie dokumenty. Dzięki, Jeny. Daj mi jeszcze dziewczynę.
Po kilku uspokajających słowach Paz się rozłączył i wyjaśnił matce, co się stało.
- Widzisz, nie musisz nawet czekać do niedzieli - powiedział.
- Nie jest ranna?
- Nie, ale to nic przyjemnego zostać napadniętym. Pani Paz przyjrzała się z uwagą synowi i machnęła ręką, jakby chciała dać do zrozumienia, że coś mu lata wokół głowy.
- Teraz jesteś zmartwiony. Myślę, że ta dziewczyna ci się podoba.
- Tak, to prawda, podoba mi się i chyba wpakowałem ją w niezłe kłopoty.
- Gdybyś zajmował się restauracją albo miał jakiś przyjemny zawód, nie pakowałbyś kobiet w kłopoty.
- Dziękuję, mamo, bardzo mi pomogłaś.
- Nie bądź wobec mnie ironiczny, Iago.
W tym momencie do stolika wrócił Morales, wyczuł zmianę nastroju i spojrzał pytająco na Paza, który skierował wzrok na duży zbiornik z rybami. Pani Paz jednak obdarzyła młodego detektywa promiennym uśmiechem i spytała:
- Dasz radę zjeść trochę tarty?
- Nie ma mowy, dziękuję, pani Paz, naprawdę... Skinęła na krążącego w pobliżu kelnera.
- Dwie tarty - poleciła, a kiedy je przyniesiono, zmusiła Moralesa do zjedzenia odrobiny, po czym odeszła, by zająć się innymi gośćmi.
- Nie mogę tego skończyć - wyznał Morales, wpatrując się w tarte. - Umrę.
- Okej, ale jak nie dokończysz, to nie jesteś idealnym synem kubańskim. Moja mama sporo już w ciebie zainwestowała i będzie wkurzona, jeśli nie uporasz się z tym do ostatniego okruszka. Alternatywą jest paskudna robota, którą możesz za mnie odwalić.
- Wszystko, szefie - zapewnił Morales. Paz wyjaśnił, co przytrafiło się Lornie Wise.
- Sprawę przejął Jeny McLean, ale nie będzie się zabijał w przypadku napaści, kiedy niewiele skradziono i nikt nie oberwał. Przejmij to od niego osobiście, zbadaj dokładnie teren, spróbuj znaleźć kogoś, kto widział uciekającego faceta, jego wóz, cokolwiek.
- Robi się - oznajmił Morales i podniósł się z miejsca. - Prosiak Porky, tak? Myślisz, że to coś znaczy?
- Niewykluczone, Tito. Może Elmer Fudd próbuje nam przekazać jakąś wiadomość. Albo sam królik Bugs. Dowiesz się. Jazda!


Dziesięć minut później przed Guantanamerę zajechał radiowóz policyjny, z którego wysiadła Lorna Wise. Paz czekał pod markizą. Chwycił ją i objął. Pomyślał, że wygląda okropnie, była blada, ubrudzona, makijaż rozmazany przez łzy, poza tym drżała. Chciał kogoś zabić.
Kiedy weszli do restauracji, od razu udała się do toalety i siedziała tam tak długo, że niewiele brakowało, by zawołał jedną z kelnerek i kazał jej sprawdzić, co się dzieje, ale w końcu się pokazała, nieco bardziej opanowana. Zamówił dla niej kawę i talerz torticas de Morón, ale nie tknęła niczego.
- Posłuchaj - powiedział. - Wiem, że jesteś roztrzęsiona, i cholernie mi przykro, że to się stało, ale muszę cię o coś spytać. Zdążyłaś przeczytać, co napisała w zeszycie, zanim ci go zabrali?
Przytaknęła.
- Okej, musisz mi więc powiedzieć, czy coś z jego treści, cokolwiek, może wiązać się ze sprawą. Masz to świeżo w pamięci...
- Tak, rozumiem. Ale nie wiem, co jest ważne, a co nie, to po prostu jeszcze bardziej zadziwiające przygody Emmylou. - Streściła mu zawartość trzeciego zeszytu i dodała: - To kontynuacja jej smutnej historii. Wydaje się, że doprowadziła do następnego zabójstwa, uciekła z anarchistycznym baronem narkotykowym, potem ją postrzelili. Żadne sekrety z rodzaju tych, jakie ktokolwiek chciałby poznać, albo żeby grozić człowiekowi nożem, chyba że chodzi o złoto...
- Jakie złoto?
- Ten baron narkotykowy, z którym żyła, zakopywał słoiki ze złotem wokół swojej góry. Ona wie, gdzie są schowane.
- I jakiś facet z Sudanu zjawia się tutaj, żeby je znaleźć? To nie ma najmniejszego sensu.
- Choć wszystko inne zgadza się idealnie! - zawołała łamiącym się głosem.
Starał się ją uspokoić, poklepał po dłoni, ale cofnęła ją i znów pospieszyła w stronę toalety.


Tagi: michael gruber, dolina kości, zwrotnik nocy, książka, fragment, thriller,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany