Gdzie ja miałam oczy? - Maja Kotarska

kzarecka

2008-03-08

gdziejamialamoczy_160Maja Kotarska zadebiutowała książką "Dracena przerywa milczenie". Na rynku jest już świeżutka "Nie kłam kochanie" (na podstawie scenariusza Ilony Łepkowskiej), ale nie tak dawno pojawiła się powieść "Gdzie ja miałam oczy?". I właśnie o niej słów kilka. Komedia romantyczna. Jeśli mam obejrzeć film pod takim szyldem, katuszy wielkich nie cierpię. Jeśli mam czytać książkę zaszufladkowaną w tych dwóch wyrazach, cierpię potwornie.



Dlatego optowałabym za tym, aby książkę Mai Kotarskiej nie zaliczać do komedii romantycznych. Tylko do komedii. Komedia. Koniec, kropka. Po co jeszcze te słowo "romantyczna"? Oczywiście jest odpowiednie podłoże - Martę zdradza mąż Marek. Marta, jak na wściekłą kobietę przystało, Marka wyrzuca za drzwi i żąda rozwodu. I oczywiście zaraz jak na zrozpaczoną kobietę przystało, załamuje się. Żeby tradycji stało się zadość musiało się coś jednak poprawić. Marta (z zawodu - tłumacz) wraca do równowagi psychicznej, poznaje kolejnych mężczyzn. Pomaga jej w tym kuzynka z dwójką dzieci, przyjaciele, rodzina. Choć może nie - rodzina to do szału chce ją doprowadzić (matka przyjeżdża z Kanady, żeby ją wyswatać). Marta wraca na właściwy tor. Zaczyna życie od początku.

Mnie ta książka rozśmieszała. Sprawiła, że przyjemnie spędziłam wieczór. Nastrój nienajlepszy, "Gdzie ja miałam oczy?" do ręki, relaks, poprawa humoru. Powieść lekka i przyjemna. I nadal uważam, że strona 103 jest najlepsza! Jeśli ktoś ma dzieci, jeśli ktoś jest otaczany przez dzieci, jeśli ktoś zna dzieci, ten wie. Ten wie, jakie potrafią być. Ten będzie zwijał się ze śmiechu przy scenie spożywania obiadu. Dzieci kuzynki - Adam i Michaś. Jadą z Martą na tygodniowe wakacje. Po drodze zatrzymują się na posiłek. Chłopcy zamawiają kiełbasę z grilla, Marta flaczki. Adam oświadcza, że nie będzie jadł, bo w produkcie są chrząstki ("ciućki" - jak się za czasów mojego dzieciństwa w domu mówiło). Marta proponuje mu flaczki i.. się zaczyna. Nie chcę, to ma włosy, chyba się porzygam! Dorośli każą, dzieci muszą. Po chwili czytamy: - Mówiłem, że się porzygam. (z osobistych przeżyć - kiedyś zmuszono mnie do zjedzenia wątróbki; choć ostrzegałam niczym Adaś; i zrobiłam to samo co Adaś; nadal nie jadam tej potworności, natomiast z uznaniem patrzę na bratanka, który spożywa... serduszka!). - Przepraszam, bardzo przepraszam! - wołałam, ciągnącv dzieci w stronę toalety. Przed wejściem do kabiny rozegrał się drugi akt dramatu. - Nie wejdę do damskiego kibla! - krzyczał Adam histerycznie, czepiając się framugi. To po prostu trzeba przeczytać. Trzeba przejść przez pierwsze sto stron. Trzeba wejść w klimat powieści. Trzeba wtargnąć w życie bohaterów. Trzeba ich poznać. A wtedy ta scena... Uśmiech gotowy.

Maja Kotarska napisała książkę, którą się dobrze czyta. I to najlepsza z możliwych zachęt. Nie musimy się przy niej zastanawiać. Nie musimy wprawiać myśli w galop, w pęd do otrzymania konkretnych, egzystencjalnych odpowiedzi. Owszem, na okładce możemy przeczytać: "Dlaczego ja?! Dlaczego spotkało to właśnie mnie?! Co ludzie powiedzą?!", ale nas przecież to nie obchodzi. Nie musimy się tym martwić. To problemy Marty, nie nasze. Co innego, gdyby Kotarska dała nam tekst o globalizacji, to tak, wtedy moglibyśmy się po lekturze nad czymś zastanawiać. Ale w tym wypadku? Nie ma takiej potrzeby. Autorka mogłaby pomyśleć: "Macie ludzie tu książkę. Przeczytajcie. Jeśli się uśmiechniecie, wygram". I tyle. Wygrała. Powieść ma dać - jak śpiewała kiedyś Edyta Bartosiewicz - rozkoszną ulgę po ciężkim dniu.

A co w "Gdzie ja miałam oczy?" jest najważniejsze? Oczywiście miłość. Całe szczęście ta miłość nie jest tutaj taka typowa, łatwa, przyjemna, romatyczna (nie ma kolacji przy gwiaździstym niebie i skrzypkiem z boku; nawet nocna wyprawa łodzią na najpiękniejszy wschód słońca się nie udaje). Kotarska udowadnia, że miłość można znaleźć tuż obok. Że stoi i czeka. Że jej dotykamy. Że ją czujemy. Niestety często po prostu jej nie widzimy. Stąpamy obok niczym ślepcy. Może nie chcemy, przyjąć do świadomości faktu, że tak jest. Może nie chcemy, jej zobaczyć. A może to po prostu czysta głupota? Tak było z Martą. Niestety ją właściwy Amor dopadł zbyt późo. Znaliśmy się jak łyse konie, potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim. Dlaczego nie potrafiliśmy się porozumieć w najważniejszej sprawie? Język zakochanych to najtrudniejszy język świata, zauważyłam z żalem. Marta ma jednak szczęście. Zbyt późno, to nie za późno. Mężczyzna, który czekał na nią całe życie, wreszcie się jej doczekał (ukłony dla autorki za zakończenie - wreszcie bez rzucania się sobie w objęcia, czułych pocałunków i ciągłego powtarzania "Kocham Cię!"). I to jest w tej książce najpiękniejsze - wniosek, że warto czekać.

Jeśli chcecie odpocząć po ciężkim dniu, "Gdzie ja miałam oczy?" może wam w tym pomóc. I najważniejsze - nie zasłodzi was!

Maja Kotarska "Gdzie ja miałam oczy?"; Wydawnictwo: Bliskie; Format: 125 x 195 mm; Liczba stron: 296; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-925602-1-0

Katarzyna Zarecka

Tagi: gdzie ja miałam oczy?, maja kotarska, książka, miłość,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany