Szyfr Jana Matejki? Nie. To tylko Szekspir.

kzarecka

2008-04-15

szyfrszekspira_160Tajemnica. Obsesja. Zbrodnia. Szekspir lepiej by tego nie wymyślił. Hm... Najlepiej to Deaver wymyślił Szekspira i jego natchnienie (zbiór opowiadań "Spirale strachu"; w skali od 1 do 10 dałabym może tylko 5, ale zmierzyć się z tekstem z pewnością warto). "Szyfr Szekspira" to, jak podkreśla Świat Książki: - Brawurowy thriller z akcją, która rozgrywa się zarówno współcześnie jak i w czasach elżbietańskich, osnuty wokół tajemnic związanych z życiem Williama Szekspira. O jego sztukach wiemy wszystko poza jednym: czy je w ogóle napisał? Na ucieczkę przed nieodgadnionym zabójcą zaprasza Jennifer Lee Carrell.



O książce - Ta opowieść zaczyna się od wielkiego pożaru szekspirowskiego teatru Globe w 1613 roku, a potem napięcie tylko rośnie. Blisko cztery wieki później ten sam londyński teatr ktoś podpala znów i z tego samego powodu. Chodzi o rękopis zaginionej sztuki, która niegdyś wywołała miłosny skandal na królewskim dworze, a dziś może udowodnić, że Szekspir naprawdę napisał swoje dzieła, w co wątpi wielu znawców. Młoda uczona Kate, podążając tropem sekretu, powierzonego jej przez zamordowaną koleżankę, przemierza niezwykłe miejsca w Europie i Ameryce, od starych bibliotek po... jaskinie na pustyni! Ściga ją nieodgadniony zabójca, eliminując po drodze kolejnych wtajemniczonych oraz FBI przekonane, że sprawcą wszystkich zbrodni jest Kate.

Pełen niezwykłych zdarzeń, pasjonujący współczesny kryminał oraz malownicza lekcja historii, teatru i miłości, opowiedziana lekko i błyskotliwie niczym elżbietańskie filmy z Kate Blanchett.

Fragment
Znów nie znalazłam ani jednego znaczka. Usiadłam prosto. Trop nie mógł się tu urywać. Nie mógł! Wyjęłam z kieszeni kartonik Roz i jeszcze raz odczytałam jej słowa. Odwróciłam kartę, wodząc palcem po otworze wyciętym na jej spodzie. Ocalenie tych kart kosztowało ją tyle trudu, że nie poświęciłaby żadnej na ulotne życzenia urodzinowe. To, co miałam odnaleźć, z pewnością wiązało się z tymi książkami.

Nie z książkami! Wyprostowałam się. Wcale nie z książkami! Przywykłam traktować karty katalogowe jak wskazówki. Ale Roz chciała, żebym zwróciła uwagę na samą kartę. Wstałam, podeszłam do szafki - starej szafki z Biblioteki Widenera, w której trzymała fiszki - położyłam na niej otwarty tom i sunąc promieniem latarki po wąskich, starannie oznaczonych jej pismem szufladach, zatrzymałam się na oznakowanej "Cecil - Charles II".

Wysunęłam ją i kartkując fiszki, dotarłam do "Chambers E. K.". Pierwszym tytułem był Angielski teatr ludowy, następnym Artur z Brytanii.. Ostatnim Wczesne wiersze angielskie. Za daleko. Cofnęłam się o jedną kartę i rozsunęłam fiszki. W przerwie, blisko dna, wyłowiłam latarką brzeg złożonego na pół karteluszka. Wyciągnęłam go ostrożnie.

Napisano na nim niebieskim ołówkiem: "Dla Kate".

W tej samej chwili przyćmione notabene światła na korytarzu zamrugały i zgasły. Wsunęłam karteluszek do książki. Przyciskając ją do piersi, zgasiłam latarkę i na palcach podeszłam do drzwi. O ile mogłam się zorientować, nie paliła się żadna lampa. Bibliotekę spowiły ciemności. Ledwie dotąd zauważalny szum w tle nasilił się, spowolnił, a wreszcie całkiem ustał, tak jakby budynek był wielkim żywym zwierzęciem, które wyzionęło ducha.

Gdy zabierałam się znów do pracy, w ciszy usłyszałam skrzypnięcie i świst cichy jak westchnienie. Zamarłam. Dobrze znałam ten dźwięk- odgłos drzwi przeciwpożarowych umieszczonych po obu końcach korytarza z gabinetami profesorów, a prowadzących na wąskie, szare niczym na okręcie klatki schodowe. Te od wschodu otwarły się i zamknęły. Oprócz mnie w budynku był ktoś jeszcze!

Ponownie wykradłam się z gabinetu, tym razem tylko przymykając drzwi na tyle, żeby nie trzasnąć zamkiem, i smyrgnęłam przez korytarz. Ledwie wślizgnęłam się między regały, zza rogu przy schodach wyłoniła się postać ciemniejsza od otaczających mnie ciemności.

Z pewnością strażnik albo ktoś z harwardzkiego posterunku policji reagujący na zgaśnięcie świateł. A jednak nie mogłam uwolnić się od myśli, że jest to ten sam czarny kształt, który dostrzegłam w oknie londyńskiego mieszkania, w mroczny sposób związany z podarkiem Roz. Przykryłam broszkę dłonią i cofnęłam się między półki.

Przy końcu korytarza ścieliły się łaty księżycowego światła. W pole widzenia wsunęła się niewyraźna figura, ale nim zdążyłam wyostrzyć sobie jej zarys, poszła dalej. Westchnęłam bezgłośnie z ulgą. Jednakże po kilku jardach zatrzymała się, cofnęła o dwa kroki, po chwili o jeszcze jeden. Przystanęła przy drzwiach Roz i dostrzegłam metaliczny błysk klucza. Ale drzwi gabinetu nie były zamknięte na klucz. Nie były nawet domknięte. Pod dotykiem otworzyły się z lekkim westchnieniem. Mężczyzna na moment zastygł i nagle się obrócił.

Zanurkowałam między regały i pobiegłam. Popędził za mną. W czytelni skręciłam w lewo, minęłam trzy przejścia oddzielające od siebie rzędy stołów i ślizgając się, zawróciłam w stronę gabinetów. Na końcu jednego z przejść ukryłam się za metalowymi półkami, z łomoczącym sercem nasłuchując. Nasłuchując w ciszy. Biblioteka Widenera była labiryntem krótkich korytarzy, nieoczekiwanych załomów i dziwnych wnęk pogrążonych w tej chwili w ciemnościach. Jeżeli tamten nie znał bibliotecznego labiryntu tak dobrze jak ja - i jeśli podczas remontu nie zaszły tu zmiany - miałam sporą szansę uciec.

Jennifer Lee Carrel "Szyfr Szekspira"; Wydawnictwo: Świat Książki; Format: 145 x 205 mm; Liczba stron: 416; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-247-1155-0

KaHa

Tagi: Jennifer Lee Carrel, Szyfr Szekspira, deaver, szyfr jana matejki, fragment,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany