Już i teraz kochaj mnie

kzarecka

2008-06-20

natychmiastmocno_160O książce Daniela Handlera wydawca napisał: - Błyskotliwe arcydzieło pisarza porównywanego do Vladimira Nabokova ("Splendor", "Patrz na te arlekiny!", "Czarodziej", "Lolita"). Być porównywanym do jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku to ogromny sukces. Powieść Handlera, ktora ukazała się u nas, nosi tytuł "Natychmiast, mocno, naprawdę". O czym opowiada? O miłości. A dokładniej - o różnych jej obliczach. Ludzie się zakochują, odkochują, zakochują na nowo. Bez znaczenia kto w kim i gdzie.




O książce - Nieodparcie śmieszna, inteligentna i opisana bogatym językiem historia różnych miłości, które zawsze "trzeba złapać w odpowiednim momencie". Kilka, a może kilkanaście osób, bo to samo imię nie musi oznaczać tej samej osoby, zakochuje się i odkochuje, i znów zakochuje... W kinie i w taksówce, na ulicy i w barze, w kobietach i w mężczyznach... Pomysłowe studium ludzkich uczuć na tle współczesnego świata, "który - jak każda dobra jadłodajnia - jest czynny dwadzieścia cztery godziny na dobę".

Fragment
Pieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze. Niech mi
nikt nie mówi, że nie ma na nie miejsca w opowiadaniach o miłości, bo pieniądze zajmują w nich miejsce szczególne. Właściwe. Kiedy Helena kupowała chianti, nie było wątpliwości, po butelkę z której półki sięgnie.
- Tanie wino stoi z prawej strony. Im dalej na lewo, tym droższe - poinformował ją sprzedawca w sklepie monopolowym.
- Co pan powie - odpowiedziała Helena, a potem wyciągnęła papierosa z rozdartej torebki i zapaliła go, była bowiem palaczką.
- Trzymam droższe alkohole tam, gdzie mogę mieć na nie oko - odezwał się znów sprzedawca.
Helena wydmuchnęła kółeczko dymu, chociaż w tym kraju było to wbrew prawu.
- W takim razie postoję sobie tutaj, jak najdalej od pana.
- Ma pani seksowny akcent - zauważył sprzedawca. - Skąd pani jest?
- W zasadzie z Wielkiej Brytanii.
- Wiedziałem - powiedział sprzedawca. Bo w sklepach monopolowych w San Francisco nie można palić. W całej Kalifornii nie można palić w sklepach. U nas wszyscy o tym wiedzą, dlatego się domyśliłem, że pani jest nietutejsza.
- Chyba tak - odpowiedziała Helena, po czym wybrała wino i podeszła bliżej. - I pewnie mogę się wiele od pana nauczyć.
Jak na przykład przed chwilą. Ale dlaczego Helena mówi takie rzeczy? Była młodą kobietą, w zasadzie z Wielkiej Brytanii, cokolwiek to miało znaczyć. Była też palaczką. Miała seksowny akcent i trzymała w ręku butelkę wina. Wybrała chianti, wino pochodzące z Europy, podobnie jak ona, w tym konkretnym wypadku bardzo tanie i kiepskiej jakości, co nie usprawiedliwiało jednak uwagi w stylu: „I pewnie mogę się wiele od pana nauczyć”, ani jej wcześniejszej, bardziej zawoalowanej aluzji, z której mogłoby wynikać, że ona też jest tania. Dlaczego Helena tak się zachowuje? Pomyślała nagle, że właściwie nie ma po temu żadnego powodu. Ale pewien określony, acz problematyczny powód w gruncie rzeczy istniał, jednak dziewczyna nie potrafiła go teraz umiejscowić. Może pozostawiła go w Wielkiej Brytanii. Zapłaciła za wino, w amerykańskiej walucie. Pieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze.
Najpierw przeprowadziła się do Nowego Jorku. Zamierzała osiąść w tym mieście i pracować nad swoją nową książką, dopóki nie zabraknie jej pieniędzy, których zabrakło już po dziewięciu dniach. Ceny w moim kraju zmienią się po raz kolejny, nim przeczytacie tę książkę, spróbuję więc wyłożyć rzecz w ten sposób: powiedzmy, że Helena przyjechała do Nowego Jorku, otrzymawszy za amerykańskie wydanie swojej pierwszej powieści honorarium w wysokości siedmiuset miliardów dolarów. Wynajęła jakąś rojącą się od paskudnych amerykańskich insektów norę za pięćset miliardów dolarów miesięcznie, a ilekroć wracała do domu taksówką, płaciła za kurs około pół miliona. Mleko – zwyczajne mleko! - kosztowało sto tysięcy za karton, a para obłędnych, naprawdę bombowych kozaków ponad miliard. To, że udało się jej przeżyć w Nowym Jorku całe dziewięć dni, graniczyło z cudem, chociaż nie takim, o jaki się w duchu modliła. Niestety, Helena przedstawiła to wszystko swojemu mężowi w bardzo podobnych słowach.
A David
westchnął, kiedy to usłyszał.
- Właściwie nie powinnaś używać takich słów, jak "obłędny" czy "bombowy" - powiedział, być może po to, żeby zmienić temat. Takich określeń używa się w zasadzie tylko w Wielkiej Brytanii. W Ameryce "obłędny" czy "bombowy" kojarzy się ludziom inaczej, i to nie najlepiej. Wiesz, "obłędny" to dla nas raczej "szalony" czy "zwariowany", a z kolei "bombowy" w Stanach przywodzi na myśl raczej atak terrorystyczny. Mnie to nie przeszkadza, ale jeżeli mamy tutaj mieszkać...
- Nie stać nas na mieszkanie w tym mieście - odpowie­działa Helena, która już miała na nogach nowe kozaki. Dziewięć dni życia w Nowym Jorku kosztuje więcej, niż wynosi cały produkt krajowy mojej ojczyzny brutto.
- Napisałaś coś? - zapytał
David.
- I owszem - odparła Helena, która przygotowała tym­czasem dwie wersje pierwszego zdania swojej nowej powieści. Zapisała je na karteczkach, które przykleiła taśmą na brzegu wanny, żeby móc oglądać je z kąpieli, jeżeli można tak powiedzieć. Pierwsza wersja brzmiała: "Pewnie mogę się wiele od pana nauczyć", a druga: "Pewnie wiele się od pana nauczę". Na razie nie zdecydowała się na żadną z nich, ale zanotowała coś jeszcze w notesie za czterysta tysięcy dolarów. Coś nieco dłuższego.

Daniel Handler "Natychmiast, mocno, naprawdę"; Wydawnictwo: Świat Książki; Format: 125 x 200 mm; Liczba stron: 304; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-247-0534-4

KaHa

Tagi: Daniel Handler, Natychmiast mocno naprawdę, książka, fragment,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany