Salam alajkum, nazywam się Saillo

kzarecka

2008-07-14

ksiezycwelzach_160Moje dzieciństwo skończyło się, gdy miałam pięć lat. Taką wiadomość możemy przeczytać na okładce książki "Księżyc we łzach". I oczywiście już wiemy, że tej publikacji nie wrzucimy do worka z napisem "Do poczytania dla relaksu". To prawdziwa historia Marokanki Ouardy Saillo, kobiety, która przeżyła rodzinną tragedię. Ukochany ojciec, oczytany, inteligentny, czuły, dbający o swoich bliskich, by zapewnić im lepszy byt, wyjechał do Fasku. Wszystko po to, by sprzedać tam rodzinną ziemię i wrócić o niebo bogatszym. Wrócił jednak zmieniony. Czuły mężczyzna przeobraził się w potwora, który zabił żonę. Czy zbrodnia może zostać wybaczona?


O książce - Prawdziwa i wstrząsająca historia Marokanki – ofiary przemocy w rodzinie. Ouarda wychowywała się wraz z sześciorgiem rodzeństwa w cieniu tragedii, która zamieniła ich dzieciństwo w piekło. Coraz bardziej agresywny i nieobliczalny ojciec zabił ich matkę, gdy autorka miała zaledwie pięć lat. Opowieść o trudnym dorastaniu i próbie wybaczenia – bohaterka po latach odwiedziła ojca w więzieniu – na egzotycznym tle obyczajowym życia w kulturze muzułmańskiej.

Fragment
Więzienie w Safi było straszne. Mężczyźni spali w salach na podłodze. Woda do picia stała w wiadrach, a latryny były równie obrzydliwe jak zupa z soczewicy, którą kilku mężczyzn siorbało z blaszanych menażek na podwórzu. Chudymi palcami wyławiali ziarna soczewicy, jakby zaraz mieli umrzeć z głodu.

Dres kupiłam ojcu na suku, nim wyjechałam z Agadiru do Niemiec. Oprócz dresu podarowałam mu dużą butelkę wody kolońskiej i magnetofon z kasetą Umm Kulsum, piosenkarki mojego dzieciństwa. Poza tym skarpety, klapki łazienkowe, kalesony. I tanie papierosy "Casa" na wymianę oraz pastę do zębów, do własnego użytku.

Nie było mi łatwo podarować własnemu ojcu bieliznę. W Maroku tylko żony kupują kalesony swoim mężom.

- Rabi'o - zapytałam siostrę na suku - czy mogę kupić ojcu bieliznę?

- Oczywiście - powiedziała Rabi'a. - Jeśli my tego nie zrobimy, to kto?

- Ale czy ojcu nie będzie nieprzyjemnie? - zapytałam.
- Będzie mu jeszcze mniej przyjemnie, jeśli w ogóle nie będzie miał kalesonów - powiedziała Rabia, która jest osobą bardzo praktyczną.

Rzeczy dla ojca musiałyśmy oddać przy furtce. Nigdy nie było wiadomo, czy dozorcy nie kradną. Dlatego dałyśmy ojcu spis wszystkich sprawunków, jakie zrobiłyśmy, żeby mógł sprawdzić, czy wszystkie rzeczy mu przekazano. Ojciec przebiegł wzrokiem kartkę, udając, że nie widzi słowa "kalesony" na liście.

Powiedział:

- Moje córki, dziękuję wam. Ale gdybyście jeszcze kiedyś mnie odwiedziły, nie przynoście mi nic oprócz papierosów. Papierosy mogę w więzieniu wymienić na wszystko, czego mi potrzeba. I kilka świeżych smażonych sardynek. Wniosą zapach morza do mojej celi. Niczego więcej od was nie oczekuję, moje córki.

Zanim opuściłyśmy więzienie w Safi, ojciec powiedział do mnie słabym głosem:

- Ouarda, moja córeczko, chciałbym, żebyś przyjęła coś ode mnie. Nie mogę już o niczym decydować, jestem więźniem, ale mogę ci dać pewną radę, która płynie z mojego serca: czytaj, moje dziecko, czytaj wszystkie książki, jakie ci wpadną w ręce, czytaj tyle, ile tylko możesz. Gdybym nie czytał, już dawno bym umarł.

Kiedy byłam mała, ojciec miał bibliotekę. Na półkach stały książki w kolorowych okładkach i z francuskimi tytułami. Gdy ojciec miał czas, siedział w swoim pokoju na podłodze i w świetle elektrycznej żarówki czytał książki. Matka nigdy nie brała książki do ręki, była dziewczyną ze wsi i nie umiała czytać.

Wiedziałam, że nie chcę być taka jak moja matka, gdy będę duża. Chciałam wszystko wiedzieć, chciałam poznać świat i umieć czytać. I chciałam mieć bibliotekę z grubymi książkami w kolorowych okładkach.
Chciałam być taka jak ojciec.

Ojciec, zanim się zmienił, był pewnym siebie, silnym mężczyzną. Jego sklep elektryczny przy głównej ulicy naprzeciwko stacji benzynowej był największy i najpiękniejszy w całym Nouveau Talborjt. Ojciec miał motorower i nosił modne ubrania i najszykowniejsze wąsy w całej naszej dzielnicy. Ciągle inaczej je przystrzygał. Raz miał wąsy o końcach zawadiacko podwiniętych do góry, to znowu krótko przystrzyżone. Wieczorami chadzał z przyjaciółmi do kawiarni, pił czerwone francuskie wino i rozkoszował się korzennym dymem swojej fajki z morskiej pianki. Jeszcze dzisiaj, gdy czuję dym z fajki, myślę
o ojcu.
W domu ojciec decydował o wszystkim. To on postanawiał, w co dzieci mają się ubrać, on robił zakupy, on mówił matce, co ma z nami robić.

- Safijjo - mówił - dzieci powinny iść nad morze. Pójdź z nimi na plażę.

Ouarda Saillo "Księżyc we łzach"; Wydawnictwo: Świat Książki; Format: 145 x 205 mm; Liczba stron: 304; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-7391-386-8

KaHa

Tagi: Ouarda Saillo, Księżyc we łzach, książka, fragment,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany