Jestem Imre

kzarecka

2008-07-30

dossier_160Jest laureatem Literackiej Nagrody Nobla (2002). Jego "Dziennik Galernika" walczył też u nas i znalazł się w finale Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS. Imre Kertész. Dziś możemy przeczytać niezwykły wywiad z autorem, który przeprowadził... sam autor. Sam ze sobą? Dokładnie. Nie jest pierwszą osobą, która czegoś takiego dokonała, ale to bez większego znaczenia. Najważniejsze, że "Dossier K." niesie ze sobą pytania i odpowiedzi, których być może nikt nigdy by nie zadał, a Imre Kertész nie odpowiedział.




O książce -Dossier K. Co to za książka?
- To wywiad.
- Kolejny zwykły wywiad?
- Nie taki zwykły. Powiedzmy, że to autobiografia na dwa głosy.
- Monolog wewnętrzny?
- Raczej uzewnętrzniony dialog. Imre Kertész wypytuje Imre Kertésza, dlatego znajdziesz tam pytania, których nikt inny by nie zadał i odpowiedzi, których nikt inny by nie usłyszał.
- Ciekawe... O czym rozmawiają?
- O napisanych, nienapisanych, przetłumaczonych i przeczytanych książkach, o życiu przed wojną i po wojnie, o komunizmie, o rodzinie, sensie życia, wreszcie o Zagładzie i o tym, dlaczego Kertész nigdy nie przestaje myśleć o Auschwitz. Trudno byłoby wymyślić temat, którego nie poruszają.
- Dobrze się to czyta?
- Znakomicie. Jeśli znasz prozę Kertésza, to znajdziesz do niej wiele odniesień. Jeśli nie znasz, to ta książka jest do niej świetnym wprowadzeniem.

Imre Kertész (fragment z książki): - Rozmowy, jakie przeprowadził ze mną mój przyjaciel i redaktor Zoltan Hafner w latach 2003/2004 z myślą o tak zwanym "ogólnym" wywiadzie, nagrano na tuzin taśm magnetofonowych. Dossier ze spisanym i zredagowanym tekstem dotarło do mnie w hotelu w Gstaad, małym szwajcarskim mieście. Kiedy przeczytałem pierwsze zdania, odłożyłem manuskrypt na bok i, by tak rzec, mimowolnie otworzyłem laptopa... Tak powstała jedyna z moich książek, do której napisania skłonił mnie raczej zewnętrzny impuls niż wewnętrzna pobudka: regularna autobiografia. Jednakże zgodnie z propozycją Nietzschego, który wywodzi powieść z dialogów platońskich, czytelnik dostaje do rąk właściwie powieść.

"Süddeutsche Zeitung": - "Dossier K." to wzorcowy przykład tego, jak powinno się przeprowadzać wywiad. Ta książka to dialog. Kertész, który pyta, ma świetne wyczucie, kiedy drążyć temat, a kiedy odpuścić Kertészowi, który odpowiada. Dossier K. powinno stać się lekturą obowiązkową na wszelkiego rodzaju studiach dziennikarskich.


Fragment
O ile wiem – w swoich wypowiedziach wielokrotnie to podkreślałeś – twoja powieść jest całkowicie wierna faktom, a każdy jej fragment oparty jest na dokumentach.

To jeszcze nie oznacza, że nie mamy do czynienia z fikcją. Wręcz przeciwnie. W Fiasku piszę, że uczyniłem wszystko, by przypomnieć sobie przeszłość, żeby odtworzyć obozową atmosferę...

Wąchałeś nawet pasek od zegarka...

Tak, bo woń świeżo garbowanej skóry przypominała mi zapach, jaki pamiętałem z oświęcimskich baraków. Takie odpryski realnego świata są w przypadku fikcji nadzwyczaj istotne. Ale prawdziwa różnica polega na tym, że biografia opiera się na wspomnieniach, a fikcja tworzy swój świat.

Wydaje mi się, że wspomnienia także odtwarzają świat.

Ale ograniczają się do tego świata. W przypadku fikcji jest inaczej. Świat fikcji jest suwerennym światem, który rodzi się w umyśle autora i podlega prawom rządzącym dziełem literackim. A to wielka różnica, która uwidacznia się w formie dzieła, w jego języku i akcji. Każdy szczegół fikcji jest wymyślony przez autora, każdy element...

Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że to ty wymyśliłeś Auschwitz?

Ale w pewnym sensie właśnie tak jest. Dla potrzeb powieści to ja musiałem wymyślić i stworzyć Auschwitz. Nie mogłem opierać się na tak zwanych historycznych, pozaliterackich faktach. Musiałem powołać do życia hermetyczny świat, zrodzony z języka i kompozycji. Przyjrzyj się powieści z takiej perspektywy: już w pierwszych zdaniach poczujesz, że wkraczasz w dziwny, suwerenny świat, w którym może się zdarzyć dosłownie wszystko. Im bardziej czytelnik zagłębia się w opisywaną historię, tym bardziej czuje się zagubiony, coraz wyraźniej czuje, jak grunt usuwa mu się spod nóg...

Tak, Gyorgy Spiró wspaniale opisał to w głośnym artykule Not habent fata… Zresztą była to pierwsza naprawdę poważna praca krytyczna poświęcona Losowi utraconemu. Ale odeszliśmy od tematu: oddaliliśmy się od tamtego koszarowego podwórka. Mówiliśmy, że żandarmi...

Powiedzieli, że zobaczyli, jak świecą dajemy ze stajni znaki angielskim samolotom.

Żartujesz...

Nie, skądże, naprawdę tak powiedzieli. Ja też myślałem wtedy, że to żart. Ale widziałem, że nie żartują. Jeśli w okolicy spadnie choćby jedna bomba, wszystkich nas powieszą – obiecali, i widać było, że nie mogą się doczekać, żeby wreszcie spadła ta bomba. Chcieli mordować. Większość z nich była pijana w sztok: zachowywali się jak hieny, które poczuły zapach krwi. W gruncie rzeczy byłaby to wspaniała scena, a jednak nie pasowała do Losu utraconego. Pękało mi serce. Sam widzisz, taka właśnie jest fikcja. Reguły fikcji są bezwzględne. Potem jednak umieściłem tę scenę w Fiasku.

Jak możesz tak... tak...

Cynicznie?

Nie chciałem tego powiedzieć...

Nie poczułem się urażony. Własne życie traktuję jako materiał do powieści – po prostu tak do tego pochodzę i to pozwala mi pozbyć się wszelkich oporów.

No to zapytam: co czułeś tamtej nocy, kiedy jeszcze nie było w tobie tej stwarzającej dystans, nie chcę użyć słowa cynizm, ironii... bo przecież patrzyłeś śmierci w oczy? Nie bałeś się?

Pewnie się bałem. Dziś już nie pamiętam. O wiele ważniejsze było inne uczucie, rodzaj prawdy, którą udało mi się nazwać wiele lat później, kiedy pisałem Fiasko: "Pojąłem prostą tajemnicę danego mi uniwersum; gdziekolwiek, kiedykolwiek mogę zostać zastrzelony".

To przygnębiająca prawda.

Owszem. Choć jednocześnie wcale nie przygnębiająca. Wiesz, czternastoletniemu chłopcu, zwłaszcza jeśli ma wokół siebie kolegów, rówieśników, którzy dzielą jego los, nie tak łatwo odebrać radość życia. Jest w nim jakaś... jakaś niezniszczalna naiwność, która chroni go przed całkowitą utratą nadziei i zupełnym zdaniem się na czyjąś łaskę. W tym sensie znacznie łatwiej złamać człowieka dorosłego.

Imre Kertesz "Dossier K."; Wydawnictwo: W.A.B.; Tłumaczenie: Elżbieta Sobolewska; Format: 135 x 202 mm; Liczba stron: 192; Okładka: twarda; ISBN: 978-83-7414-471-1

KaHa

Tagi: Imre Kertesz, Dossier K, fragment, wywiad, książka,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany