Wszystko we mnie jest cierpkie

kzarecka

2008-10-10

wszystko_we_mnie_jest_cierpkie_160Osiemnaście lat po ziemią. Cela wielkości grobu. Tortury. Przerażajace i niestety prawdziwe. 20 października na rynku ukaże się druga książka wydawnictwa Karakter - po "Kielonku" przyszedł czas na "To oślepiające, nieobecne światło". Powieść została uhonorowana cztery lata temu nagrodą Impac. Słowa werdyktu jury brzmiały: - Arcydzieło, które pokazuje - a udaje się to tylko nielicznym książkom - co powinno być celem literatury. Autorem jest Tahar Ben Jelloun, Marokańczyk piszący po francusku, który w swojej twórczości często odwołuje się do arabskiej tradycji, baśni i legend, ale nie zapomina przy tym o ciągłym poruszaniu drażliwych tematów.


O książce - 18 lat pod ziemią, w celi wielkości grobu. Bez światła, bez kontaktu ze światem zewnętrznym, bez nadziei na odzyskanie wolności. Z tej perspektywy przemawia Salim, narrator powieści. Skazany za udział w zamachu na króla Hassana II, podobnie jak jego towarzysze, żołnierze armii marokańskiej, został osadzony w tajnym więzieniu Tazmamart. Spośród kilkudziesięciu skazańców wolności dożyło czterech. Historia ta wydarzyła się naprawdę, a Tahar Ben Jelloun napisał swą powieść na podstawie autentycznej relacji jednego z ocalałych.

39 rozdziałów, 280 stron. Siedzenie, spanie, jedzenie. Defekowanie. Rozmyślanie. Rozmowy z sąsiadami. Gra w karty. Opowiadanie dowcipów, filmów, książek. Walka z robakami i skorpionami. Pod ziemią, w celi wielkości grobu, każda z tych czynności wygląda inaczej i nabiera nowego znaczenia. Kiedy jest się skazanym na powolne umieranie, trzeba wybierać: zachować nadzieję, czy też na zawsze ją porzucić, pamiętać o przeszłości, czy o niej zapomnieć. Salim, podobnie jak inni więźniowie, jest muzułmaninem. Recytuje Koran, odprawia modlitwy. Jednak w jego przypadku religia to coś więcej niż codzienny obrządek. To jedyna droga do osiągnięcia wolności.

Powieść Ben Jellouna jest jedną z najpiękniejszych i najbardziej przejmujących książek ostatnich lat. Wpisuje się w dobrze znaną w Polsce tradycję literatury łagrowej i obozowej, ale wprowadza do niej nowy ton – orientalną wrażliwość, którą jest przesycona, i odmienny kontekst religijny – islam w jego odmianie sufickiej. Również sam styl powieści, miejscami gęsty i pełen ornamentów, a miejscami dążący do jak największej czystości i prostoty, brzmi całkiem niezwyczajnie. Książka Ben Jellouna dla jednych będzie naturalistycznym opisem tortur, dla innych – poetycką opowieścią o wyzwoleniu. Jest jednocześnie jednym i drugim – ukazuje pełnię człowieczeństwa.

"L’Express": - W swej poruszającej powieści Tahar Ben Jelloun wybrał wyobraźnię w walce z barbarzyństwem. Literaturę jako ostateczną formę wolności.

Fragment
Mój woreczek żółciowy oszalał. Wytwarza za dużo żółci. Pobudza się i zalewa mnie cierpkim płynem. Jestem pełen żółci. Wszystko we mnie jest cierpkie. Usta, jakby z ciasta, przeżuwają gorycz. Język jest ciężki, ślina gęsta. Widzę, jak tonę w kadzi wypełnionej żółcią. Zanurzam się w niej, popychany przez obce ręce. Głowa wypełnia się zielonkawym śluzem. Nozdrza są zatkane, próbuję kichnąć. Staram się wyrzucić wszystko, co mnie zatyka, ale mięśnie są zbyt napięte. Stawy zesztywniały, jakby je ktoś związał, żeby nie mogły się ruszać i stały się bezużyteczne. Ręce mam zwinięte, a palce przypominają haczyki. Czuję, jak ciecz wzbiera we mnie i opada. Boli mnie skóra. Przez chwilę myślę, że żółć zakrzepła, jest jak drut kolczasty, który krąży w moim żołądku i go szarpie.
Ból daje mi dziwną jasność umysłu. Cierpię, ale wiem, co zrobić, żeby przerwać ten koszmar. Muszę zwymiotować, oczyścić się z żółci, która zaatakowała wszystkie narządy. Powinienem podnieść rękę do ust, nacisnąć język i wszystko wyrzucić. Kiedy jest się zdrowym, to dziecinnie proste zadanie. Ale gdy ciało zesztywniało z bólu, najmniejsze poruszenie staje się wyzwaniem. Siedzę, plecami i głową oparty o ścianę. Prawa ręka znieruchomiała. Jest przyklejona do ściany, jakby wisiała na hakach. Trzeba ją powoli odkleić i nieznacznie podnieść do ust. Łatwo powiedzieć, niezwykle trudno zrobić. Koncentruję się tylko na ręce. Całe moje ciało spoczywa w ręce. Jestem ręką, która siedzi na ziemi, i ze wszystkich sił staram się podnieść. Wpatruję się w nią i udaje mi się zapomnieć o cierpkim smaku w ustach, mniej nawet czuję ból w stawach. Dociera do mnie echo bólu. Czuję, jak się oddala, ale nie znika. Pochylam głowę, by zbliżyć ją do ręki. Żółć podchodzi mi do gardła, mam wrażenie, że się duszę. Wykonuję gwałtowny ruch i uderzam głową o ścianę. Opuszczam lekko głowę i zmieniam taktykę: ręka pójdzie do ust, nie odwrotnie. Operacja trwa długie godziny. Druga ręka służy mi za podporę. Cały się pocę. Krople potu padają na rękę. Przede wszystkim nie ruszać się ani nie myśleć o niczym innym, niż o podnoszeniu ręki. Wyobrażam sobie, że z dachu zjeżdża maleńki dźwig, chwyta rękę i podnosi ją precyzyjnie do ust. Patrzę na sufit, niczego tam nie ma. W ciemności nie mogę widzieć, ale udaje mi się przynajmniej odgadywać kształt przedmiotów.
Czas jest pozbawiony sensu. Mam wrażenie, że rozciąga się, żeby paraliżować ramiona i ręce. Kiedy po wielu godzinach udaje mi się włożyć rękę do ust, na chwilę zamieram i rozkoszuję się małym zwycięstwem. Potem naciskam język, ale żółć nie wypływa od razu. Gdy pierwszy bryzg zalewa ręce, nogi i ziemię, drżę i czuję ulgę. Naciskam ponownie i wymiotuję jeszcze gwałtowniej. Byłem źródłem żółci. Mam podrażnione gardło, wytrzeszczone oczy, a po policzkach płyną mi łzy. Nie ma już we mnie trucizny, która paliła przełyk.

Tahar Ben Jelloun "To oślepiające, nieobecne światło"; Wydawnictwo: Karakter; Format: 120 x 195 mm; Liczba stron: 272; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-927366-1-5

KaHa

Tagi: Tahar Ben Jelloun, To oślepiające nieobecne światło, fragment, książka, karakter,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany