Prawda Kości

kzarecka

2008-10-14

prawda_ko347ci_160Zadebiutowała jedenaście lat temu. I zadebiutowała znakomicie: bestseller "New York Timesa" i Ellis Award (książka "Deja Dead"). Od tej pory napisała ponad dziesięć powieści, w których główną bohaterką jest antropolog sądowa Temperance Brennan. Kathy Reichs... Jeśli ktoś nie przeczytał ani jednej jej książki, być może obejrzał choć jeden odcinek serialu "Kości" (reklama, reklama - niedzielne wieczory w Polsacie). Wystarczy przeczytać, wystarczy obejrzeć i... nasza sympatia do Tempe już nie minie. Dlatego z przyjemnością informuję, że na rynku jest już "Zabójcza podróż", kolejna powieść z serii. Ona miłuje prawdę, lecz tym razem prawda jest szokująca.


O książce - Katastrofa samolotu komercyjnych linii lotniczych przywiodła Tempe Brennan, członkinię agencji śledczej DMORT, w góry Karoliny Północnej. Gdy pojawiają się przypuszczenia, że w samolocie dokonano ataku bombowego, Tempe odkrywa niepokojący dowód, który budzi nowe, niebezpieczne pytania i sprawia, że zostaje odsunięta od sprawy. Szukając odpowiedzi, pani antropolog natrafia na szokującą, wielowątkową opowieść o oszustwie i zepsuciu. Podążając jej tropem wkracza na przerażające terytorium, gdzie ktoś czyha na jej życie.

Fragment

Pospieszyłam w kierunku Crowe’a.

Szeryf przeglądał mapę. Towarzyszyła mu grupa sześciu członków ochotniczej straży pożarnej. Ich kombinezony sugerowały, że pochodzili z różnych jednostek. Lekko pochylony Crowe dominował wzrostem nad resztą grupy. Widoczne pod marynarką szerokie i umięśnione ramiona z całą pewnością zawdzięczał regularnym treningom. Mogłam tylko mieć nadzieję, że między mną a górskim macho nie rozpęta się prawdziwa wojna.

Kiedy zbliżyłam się do grupy, strażacy przestali słuchać i jak jeden mąż spojrzeli w
moją stronę.

– Szeryf Crowe?

Crowe obrócił się. Natychmiast zdałam sobie sprawę z błędu, jaki popełniłam. Kobieta miała wysokie, szerokie kości policzkowe i gładką skórę w kolorze cynamonu. Niesforne kosmyki, które wystawały spod szerokiego ronda kapelusza były mocno kręcone i pomarańczowe niczym marchew. Jednak najbardziej moją uwagę przykuły jej oczy. Ich tęczówki miały kolor starych butelek Coca-Coli. Rozświet­lona firanką rudych rzęs i kontrastująca z płową cerą zieleń, była czymś naprawdę zjawiskowym. Przypuszczałam, że Crowe mogła mieć około czterdziestu lat.

– Kim pani jest?
– Jej głos był głęboki i chropawy. Pomyślałam, że czeka nas szczera, konkretna rozmowa.

– Doktor Temperance Brennan.

– Jaki jest powód pani przyjazdu?

– Jestem z DMORT.

Po raz kolejny wylegitymowałam się. Kobieta przez chwilę trzymała mój identyfikator w dłoni, po czym wręczyła mi go z powrotem.

– Usłyszałam informacje o katastrofie, kiedy jechałam z Charlotte do Knoxville. Kiedy zadzwoniłam do Earla Blissa, szefa Czwartej Strefy, poprosił mnie, bym zawróciła i sprawdziła, czy czegoś nie potrzebujecie.

Moje wyjaśnienie było znacznie bardziej dyplomatyczne, niż to, co faktycznie usłyszałam od Earla. Kobieta nie odezwała się ani słowem. Następnie odwróciła się do zbitych w grupę strażaków, ściszonym tonem wydała kilka poleceń i mężczyźni wrócili do pracy. Chwilę później nastąpiło krótkie powitanie. Takiego uścisku dłoni nie powstydziłby się żaden mężczyzna.

– Lucy Crowe.

– Proszę mówić mi Tempe.

Po tych słowach szeryf stanęła w rozkroku, splotła ramiona i zmierzyła mnie zielonymi oczyma.

– Nie sądzę, aby którakolwiek z tych biednych istot potrzebowała opieki lekarskiej.

– Jestem antropologiem sądowym, nie lekarzem. Sprawdzaliście, czy ktokolwiek przeżył?

W odpowiedzi Crowe delikatnie zadarła głowę. Był to gest, który wielokrotnie widziałam w Indiach.

– Myślałam, że to robota dla lekarza sądowego.

– To robota dla wszystkich. Czy ludzie z NTSB są już na miejscu?
– Wiedziałam, że Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu zawsze bardzo szybko dociera na miejsce katastrofy.

– Już jadą. Kontaktowały się ze mną wszystkie możliwe agencje. NTSB, FBI, ATF, Czerwony Krzyż, FAA, Służby Leśne, TVA, Departament Spraw Wewnętrznych. Nie zdziwiłabym się, gdyby sam papież przyjechał tu swoim papamobile.

– Departament Spraw Wewnętrznych i TVA?

– Większość tego stanu należy do federalnych: około osiemdziesiąt pięć procent lasów, pięć procent rezerwa­tów.

Mówiąc to, zatoczyła szeroki łuk ręką.

– Znajdujemy się w miejscu zwanym Big Laurel. Ciągnie się ono od Bryson City aż na północny zachód, dalej znajduje się Park Narodowy Great Smoky Mountains. Na północy leży Rezerwat Czirokezów, a na południe rezerwat dzikich zwierząt Nantahala i lasy.

Przełknęłam, aby złagodzić ciśnienie, które na tej wysokości dosłownie rozsadzało mi uszy.

– Na jakiej wysokości jesteśmy?

– Sto dwadzieścia osiem metrów.

– Nie chcę pani pouczać, ale wydaje mi się, że jest tu kilka osób, które nie powinny tu...

– Agent ubezpieczeniowy i adwokat. Pani antropolog, to prawda, że mieszkam w górach, ale proszę mi wierzyć, że od czasu do czasu bywam też na nizinach.

Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości. Co więcej, byłam pewna, że nikt nie śmiał wchodzić z nią w słowne potyczki.

– Dobrze by było, gdyby usunięto stąd reporterów.

– Możliwe.

– Ma pani rację co do lekarza sądowego. Niebawem tu będzie. Jednak władze Karoliny Północnej w takich przypadkach wzywają przede wszystkim ludzi z DMORT.

Gdzieś w oddali usłyszałam stłumiony huk, a zaraz po nim serię rozkazów. Crowe zdjęła kapelusz i przetarła rękawem spocone czoło.

– Jak wiele pożarów mamy jeszcze na miejscu?

– Cztery. Robimy wszystko, by je ugasić, ale to dość ryzykowne. O tej porze roku w górach panuje susza. – Mówiąc to, uderzyła kapeluszem o umięśnione udo.

– Wiem, że pani ludzie robią wszystko, co w ich mocy. Zabezpieczyli teren i gaszą pożary. Jeśli nikt nie przeżył, to wszystko, co możemy zrobić.

– Moi ludzie nie są odpowiednio przeszkoleni na wypadek takiej katastrofy.

Za plecami Crowe starszy mężczyzna w kurtce policyjnego ochotnika grzebał w szczątkach samolotu.

– Jestem pewna, że uświadomiła im pani, że miejsce katastrofy jest traktowane w
taki sam sposób, jak miejsce zbrodni.

W odpowiedzi Crowe ponownie skinęła głową.

– Są poirytowani. Chcą pomóc, ale nie wiedzą jak. Nie zaszkodzi raz jeszcze przypomnieć im, jak powinni się zachowywać.

Wskazałam skinieniem głowy na mężczyznę. Crowe zaklęła pod nosem i sprężystym krokiem olimpijczyka podeszła do ochotnika. Chwilę później mężczyzna odsunął się od szczątków.

– W takich przypadkach nic nie jest proste – powiedziałam.
– Kiedy przyjadą ludzie z NTSB, to oni przejmą na siebie wszystkie obowiązki.

– Tak.

W tej samej chwili zadzwoniła komórka pani szeryf. W milczeniu przysłuchiwałam się rozmowie.

– Dzwonili z kolejnego okręgu – skwitowała, przyczepiając telefon do paska. – Charles Hanover, dyrektor generalny Air TransSouth.

Choć nigdy nie latałam tymi liniami, wiedziałam, że chodzi o niewielkiego przewoźnika kursującego między kilkunastoma miastami w Karolinie Północnej i Południowej, Georgii, Tennessee i Waszyngtonie.

– To ich samolot?

– Lot 228 z
Atlanty do Waszyngtonu, miał opóźnienie. Przez około czterdzieści minut stał na pasie startowym. Wyleciał o dwunastej czterdzieści pięć. O godzinie pierwszej siedem, na wysokości ponad siedmiu i pół tysiąca metrów, samolot zniknął z radaru. Moje biuro dostało wezwanie około drugiej.

– Ilu pasażerów?

– Samolot to Fokker-100. Na pokładzie było osiemdziesięciu dwóch pasażerów i sześciu członków załogi. To jednak nie wszystko. Jej kolejne słowa były zapowiedzią zbliżającego się koszmaru.

Kathy Reichs "Zabójcza podróż"; Wydawnictwo: Red Horse; Format: 125 x 195 mm; Liczba stron: 558; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-60504-50-5

KaHa

Tagi: Kathy Reichs, Zabójcza podróż, książka, serial, Kości,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany