O dmuchaniu i pękaniu, czyli opowieść o balonikach

kzarecka

2009-01-03

ja

I się zaczęło. Jeśli czytacie te słowa, jednego możecie być pewni – się zaczęło. Być może właśnie jadę na porodówkę, być może już na niej siedzę, być może usilnie skupiam się na Wdech-Wydech-Wdech-Wydech, być może na świecie jest już moja córka, a ja wreszcie wszystko odsypiam, być może to Ona śpi spokojnie, a ja czytam zabraną ze sobą książkę, być może… Wszystko zależy od tego, która jest godzina. Czy udało wam się zajrzeć wcześniej, czy później. Co by jednak nie pisać – RODZĘ!!!


Dokładnie pamiętam ten dzień – 5 maja. Robiąc test, już wiedziałam, czułam – jestem ciąży. A pomyśleć, że jeszcze ze dwa dni wcześniej tłumaczyłam S.: - To pewnie przez stres, nerwy… Znowu jakieś przedłużenie. Piersi bolą mnie jak cholera, także miesiączka pojawi się lada dzień. Taaaak, pojawiła się. Z tą tylko różnicą, że ma postać człowieka.

Zrobiłam test, wynik dodatni. Wskoczyłam w samochód i pędem do ginekologa. Cholera, dziś nie przyjmuje! Jestem w ciąży! Jestem! Jestem, ale… chcę jeszcze sprawdzić. Chcę mieć pewność. Stu procentową, a nie jakieś 99,9. Sto, pełne sto. Idealne jeden i dwa równiutkie zera. 100! Ugh! No nic, trudno, przyjadę jutro. Siedzę akurat w mieście kopalń, miedzi, tąpnięć i górników, nie mam pojęcia, gdzie i kiedy ktoś przyjmuje prywatnie akurat tego dnia. To tylko dwadzieścia cztery godziny. Tylko? AŻ! Telefon do S.: - Będziemy rodzicami. Cisza. – A co z miesiączką? No co z miesiączką może być?! Nie ma jej i nie będzie przynajmniej przez najbliższy rok (to plus, jak i powiększające się piersi). Oczywiście S. szczęśliwy. Ja również. Jestem w ciąży. Jestem. Jeszcze nie na 100%, ale jestem.

No jestem. Jestem na 100%. Tak. Pani Kasiu, jest pani w ciąży. Uff! Jakby mi teraz powiedział: "Nie. Pani Kasiu, nie jest pani w ciąży", chyba by mnie szlag jasny na miejscu trafił. Przecież ja już w myślach z piłką po parku z moim synem biegam. A właśnie – stwierdziłam, że będę miała syna. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Mam dwóch starszych braci – dlaczego więc miałabym mieć pierwszą córkę? Bracia mają pierwszych synów – dlaczego więc ja mam mieć pierwszą córkę? Bracia mają drugie córki – dlaczego więc ja miałabym mieć inaczej? Trzy dni przed wizytą, podczas której miałam poznać płeć mego dziecka, już wiedziałam – jak nic będę mieć babę! No i mam! „Babę zesłał Bóg…” – mnie też wyszedł taki cud! Ha, cud dziewczyna się narodzi – tego byłam pewna (zresztą po problemie z imieniem; na Hanię mąż mi się zgadzał, na Ignacego za cholerę jasną!). Telefon do S.: - Będziemy mieć córkę. Cisza. – Myślałem, że będzie chłopak. I co teraz? Będę się musiał martwić przez całe życie… (nadal się martwi, ale jest przeszczęśliwy, że lada chwila – oby! – będzie trzymał w ramionach swoją córcię). Następnie telefony do rodziny. Jeden z braci (kilka dni wcześniej dowiedział się, że również zostanie ojcem dziewczynki): - To wszystko przez gadanie twoje i A. Obie ciągle twierdziłyście, że będziemy mieć synów, więc się teraz nie dziwcie, że z S. jesteśmy zdziwieni. Mężczyźni… A czy nie mogli pomyśleć, że może być zupełnie inaczej? Że za bardzo to wpływu my na to nie mamy? Że gadać sobie możemy, a dziecko będzie miało taką płeć, jaką będzie? I koniec? Finito?

Co mnie teraz czeka? Wstawanie i karmienie co trzy godziny, ból obgryzanych brodawek, płacz, wymiana mokrych pieluch, strach, czy z pewnością wszystko jest dobrze? Bożesz Ty mój, dlaczego dzieci nie przychodzą na świat w wieku dwóch lat? Takie potrafią już powiedzieć, co je boli, jedzą normalnie, sikają w toaletach, chodzą same, wiedzą, jak zaprogramować pilota od TV, by rodzice nie mieli pojęcia, dlaczego nie działają (nie wierzycie? uwierzcie; kiedyś bratanek tak przerobił pilota, że nie miałam zielonego pojęcia, co począć z tą, wydawałoby się, już bezużyteczną kupą elektroniki i plastiku; oddałam więc sprzęt chłopcu; rezultat? pilot… działa! naprawił!). Co jednak począć? Chciało się mieć dzieci? Jak się chciało, to nie ma, co narzekać. Nie narzekam. Cieszę się. Bardzo. Tylko… dlaczego to wszystko tak boli?! No tak, mogę się pocieszać – za godzinę ból będzie większy. A później jeszcze większy. I jeszcze większy. I jeszcze większy…. Jest jak balonik. "Baloniku mój malutki, rośnij duży, okrąglutki". Jest jednak nadzieja – "balon rośnie, że aż strach, przebrał miarę no i TRACH!". I po bólu. Póki co jednak jest. Rodzę!!!

KaHa

P.S. Skąd się biorą dzieci, każdy wie. Mam nadzieję, że każdy też zrozumie, że idę na króciutki urlop. Wrócę za kilka dni. Do tego czasu PL ma wolne (w poniedziałek pojawią się jeszcze trzy nowe informacje plus recenzja Damiana). Jak szaleć, to szaleć!

Tagi: ciąża, test, babę zesłał Bóg, recenzja, książka,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany