To nie jest książka dla maminsynków

kzarecka

2010-02-01

czarny_maciek_160W bardzo dobrej i docenionej (Nagroda Małego Kalibru) serii "Z kotem" (kryminały dla młodzieży) swoją premierę ma "Czarny Maciek i wenecki starodruk". Autorem książki jest Dariusz Rekosz (znany młodszym czytelnikom z serii "Mors, Pinky i..."). Jeśli wierzyć wydawnictwu, to powieść, od której nie można się oderwać nawet na chwilę. Czy warto wierzyć? Oczywiście. Kiedyś młodzi czytelnicy wychowywali się na doskonałych książkach Joanny Chmielewskiej (cykl o Janeczce i Pawełku), a teraz? Co Chmielewskie, to wciąż żywe, ale przydadzą się i inni autorzy. Może zatem warto spróbować z Rekoszem?


Dariusz Rekosz (specjalnie dla czytelników PL): - To nie jest książka dla maminsynków! Czy zdarzyło ci się kiedyś nawiać z budy i nie wrócić na noc do domu? Pewnie nie. A Czarnemu i owszem. Ale nie myśl sobie, że zdecydował się na to z powodu jakiejś tam pały na półrocze. Co to, to nie! W ręce jego kumpeli - Kaśki - wpadł bowiem drogocenny starodruk z XVIII wieku. I wówczas bohaterowie decydują się na szalony pomysł autostopowej wycieczki do Włoch, w celu zwrócenia książki właścicielom. Po piętach drepczą im jednak prawdziwi przestępcy, którzy nie przepuszczą jakiejkolwiek możliwości odzyskania starodruku. Będzie się działo! Gorąco polecam!

O książce - Pościgi samochodowe, policyjny helikopter, bomba i skradziony starodruk - wbrew pozorom to nie film akcji a najnowsza powieść Dariusza Rekosza. W ręce Kaśki Góreckiej wpada niezwykle cenna książka pochodząca z XVIII wieku. Miała być sprzedana na czarnym rynku, jednak dziewczynie udało się wykraść ją przestępcom. Razem z Czarnym i Kisielem wyruszają w szaloną podróż do Włoch, aby oddać starodruk właścicielowi. Przeszkodzić im chce najprawdziwsza szajka przemytnicza... Jednak w zetknięciu z młodymi detektywami to przestępcy powinni czuć się zagrożeni! Wartka akcja, wielka przygoda i kryminalna zagadka.

Fragment

Czwartkowe lekcje minęły bez większych sensacji. Jak się pewnie domyślacie, tego dnia byłem bardziej zainteresowany życiem naszej budy w czasie przerw. No i ciekaw też byłem, jak ze swojego zadania wywiąże się Kisiel. Po szkole pognałem do domu, jakby się paliło. Obiad pochłonąłem w rekordowym tempie. Mama już nawet nie pytała, dokąd się wybieram. Poranna rozmowa z ojcem na temat uprawiania sportu definitywnie załatwiła sprawę. Dla niepoznaki wypakowałem z plecaka wszystkie książki i zeszyty i wrzuciłem do niego reklamówkę z butami do "nogi", po czym przywdziałem granatowo-czarny dres. Pełny kamuflaż! Tak przygotowany do "meczu" wybiegłem z domu. Musiałem nieco nadłożyć drogi, obawiając się, że mama będzie wyglądać oknem. Nasz Szałas znajdował się przecież zupełnie gdzie indziej niż park, w którym mieliśmy grać. Obszedłem pół osiedla, zanim skręciłem za stary pawilon, a potem przedarłem się przez krzaki do naszej kryjówki. Przyszedłem pierwszy. Miałem więc świetną okazję, żeby rozejrzeć się po Szałasie Herkulesa. Trzeba przyznać, że Kaśka wymyśliła to na medal. Prowizoryczny dach wcale nie był taki prowizoryczny. Warstwa cienkich listewek przykryta była czarną folią (zauważyłem to dopiero teraz), a na tym wszystkim leżały jedna przy drugiej porządne dechy. Dzięki temu nawet gdyby zaczął padać deszcz, można tu było siedzieć bez obaw, że się zmoknie. Tylną ścianę tworzyło stare ogrodzenie ogródków działkowych. Stare, bo po poszerzeniu ulicy Matejki ostatni ogródek rozebrano i została z niego tylko ściana, skonstruowana z dwóch płyt pilśniowych, wzmocnionych dodatkowo wykładziną à la linoleum. Wzmocnienie to miało dodatkową funkcję - wyciszało odgłosy dochodzące od strony ulicy Matejki. Co prawda nie była to zbyt ruchliwa ulica, ale i tak od czasu do czasu słyszało się tu warkot silnika. Kolejna ściana składała się z dwóch bardzo gęstych rzędów krzaków. Rosnące pod lekkim kątem powodowały, że pomieszczenie było właściwie pięciobokiem. Bok czwarty to kilkanaście desek przybitych solidnymi gwoździami do - stojących w pewnej odległości - drzew. Jak ona dała radę to wszystko zrobić sama, bez niczyjej pomocy? Nie mogłem wyjść z podziwu.

Dariusz Rekosz "Czarny Maciek i wenecki starodruk"; Wydawnictwo: W.A.B.; Format: 123 x 195 mm; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-7414-727-9

KaHa

Tagi: Pinky, wywiad z Dariuszem Rekoszem, Szyfr Jana Matejki,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany