Martwi produkcji Harris

kzarecka

2010-02-23

klub_martwych_160Oj, wściekli są fani Sookie Stackhouse i Billa Comptona, wściekli, wściekli. A to za sprawą polskiej okładki do trzeciej książki z serii Charlaine Harris, na której widnieje słynna już syntetyczna krew Tru:Blood w puszce (niczym Coca-Cola). Powinni jednak przymknąć na to oko, ponieważ "Klub Martwych" przyniesie im wiele , wiele wrażeń. Pokrótce - oto nasz ulubiony wampir Bill ma na koncie kilka występków. Sookie zastanawia się: ratować drania, czy może... naostrzyć kołek? Na marginesie - powieść od 24 lutego w sprzedaży.



O książce - Sookie Stackhouse uważa, że w jej życiu jest miejsce tylko dla jednego wampira - Billa Comptona. Niestety, nie wszystko zależy od niej. Ona i Bill ostatnio nieco się od siebie oddalili. W dodatku pewnego dnia ukochany dziewczyny znika. Przystojny, lecz groźny szef Comptona, Eric, podejrzewa, że Bill przebywa w stolicy stanu Missisipi - Jackson. Sookie musi tam pojechać i nawiązać kontakt z nadnaturalnymi bywalcami wampirzego lokalu nazywanego Klubem Martwych. Jest to niewielki elitarny bar w centrum miasta, miejsce, w którym wilkołaki, zmiennokształtni i wampiry bawią się bez przeszkód według własnych upodobań, a spośród istot ludzkich trafiają do niego tylko nieliczni.

Fragment

Wampirza centrala. Czytając gazety, można by pomyśleć, że w Nowym Orleanie nie sposób rzucić kamieniem i nie trafić w jednego z nieumarłych (chociaż jedynie prawdziwy głupiec poważyłby się na taki gest). Nowoorleański przemysł turystyczny kwitł, ale do miasta nie przyjeżdżali już ci sami ludzie co kiedyś – lubiący alkohol i dobrą zabawę bywalcy parad. Nowi turyści pragnęli zbliżyć się do wampirów, odwiedzić wampirzy bar, wynająć nieumarłą prostytutkę lub obejrzeć pokaz wampirzego seksu. Tylko o tym słyszałam, bo od dzieciństwa nie byłam w Nowym Orleanie. Rodzice zabrali tam kiedyś mnie i mojego brata Jasona. Nie miałam jeszcze wtedy siedmiu lat, ponieważ później tato i mama zginęli w wypadku. Zmarli prawie dwadzieścia lat przed dniem, w którym wampiry wystąpiły w pewnym programie telewizji kablowej i obwieściły, że od dawna egzystują wśród nas. Postanowiły się ujawnić niedługo po odkryciu przez Japończyków krwi syntetycznej, dzięki której wampir, by żyć, nie musi już wysysać krwi z istot ludzkich.

Wampirza społeczność w USA pozwoliła się najpierw ujawnić japońskim klanom wampirzym. Potem, równocześnie, w większości krajów na świecie, które mają telewizję (a który dziś nie ma?), w setkach języków setki starannie wybranych wampirów o ujmującej powierzchowności wygłaszały to samo oświadczenie. Tej nocy, czyli dwa i pół roku temu, my, zwykli ludzie dowiedzieliśmy się, że w naszym otoczeniu zawsze żyły potwory. Równocześnie jednak usłyszeliśmy, że pragną one żyć z ludźmi w zgodzie. "Nie stanowimy dla was zagrożenia" – mówiły wampiry. "Do życia nie potrzebujemy już waszej krwi". Łatwo można sobie wyobrazić, że tej nocy kanały nadające oświadczenie miały niezwykłą oglądalność. A później podniosło się ogromne oburzenie.

Reakcje na usłyszane rewelacje zmieniały się w zależności od kraju. Najgorzej wampiry zostały przyjęte przez kraje muzułmańskie. Nawet nie chcecie wiedzieć, co się przydarzyło nieumarłemu rzecznikowi w Syrii, chociaż chyba jeszcze gorszą – i ostateczną – śmiercią zmarła wampirzyca z Afganistanu. (Gdzie tamtejsze wampiry miały rozum, wybierając do tego paskudnego zadania istotę płci żeńskiej? Cóż, wampiry może i są inteligentne, czasami jednak wyraźnie widać, że nie mają pojęcia o współczesnym świecie). Niektóre kraje – spośród których należy wymienić Francję, Włochy i Niemcy – w ogóle nie uznały wampirów za pełnoprawnych obywateli. Wiele innych – jak Bośnia, Argentyna i większość afrykańskich – odmówiło wampirom statusu prawnego, czyniąc je w ten sposób łatwym celem dla łowców nagród. Natomiast Stany Zjednoczone, Anglia, Meksyk, Kanada, Japonia, Szwajcaria czy państwa skandynawskie potraktowały nieumarłych z większą tolerancją.

Trudno ustalić, czego wampiry się spodziewały. A ponieważ latami potajemnie egzystowały wśród żywych, nauczyły się nie ujawniać tajemnic dotyczących swojej struktury społecznej i rządowej. Dlatego też obecne wyjaśnienia Billa stanowiły dla mnie absolutną nowość.
– Więc królowa wampirów Luizjany przydzieliła cię do tajemnego projektu – podsunęłam, siląc się na obojętny ton. – I właśnie z tego powodu od wielu tygodni spędzasz całe noce przy komputerze.
– Tak – przyznał Bill.
Wziął butelkę Czystej Krwi i podniósł do ust, pozostało w niej jednak zaledwie kilka kropel. Poszedł korytarzem do małej kuchni (podczas przebudowy starego domu rodzinnego, zmniejszył kuchnię, wówczas już bowiem jej nie potrzebował) i wyjął z lodówki kolejną butelkę. Słyszałam, że ją otwiera i wstawia do kuchenki mikrofalowej. Gdy krew się ogrzała, wrócił, potrząsając zatkaną kciukiem butelką, by wyrównać temperaturę zawartości.
– No to ile czasu zamierzasz poświęcić temu projektowi? – zadałam pytanie, które wydało mi się logiczne.
– Tyle, ile będzie trzeba – odparował niezbyt uprzejmie. Był wyraźnie rozdrażniony.
Hm... Czyżby nasz miesiąc miodowy dobiegł końca? Oczywiście mam na myśli miesiąc miodowy w przenośni, ponieważ z racji tego, że Bill jest wampirem, nie mogę go poślubić właściwie nigdzie na świecie.
Poza tym, jakoś mi się do tej pory nie oświadczył...
– No cóż, jeśli jesteś tak bardzo pochłonięty swoim przedsięwzięciem, lepiej będę się trzymała z daleka od ciebie do czasu aż je ukończysz – oznajmiłam powoli.
– Tak pewnie byłoby najlepiej – odparł po dostrzegalnej przerwie, a ja poczułam się tak, jakby rąbnął mnie pięścią w brzuch.
Wstałam w mgnieniu oka i już wkładałam płaszcz na mój zimowy strój roboczy, na który składały się czarne spodnie, biały podkoszulek z długim rękawem, dekoltem w łódkę i haftem „Merlotte” nad lewą piersią. Odwróciłam się do Billa plecami, by nie widział mojej twarzy.
Nie chciałam się rozpłakać, więc nie spojrzałam na niego, nawet kiedy poczułam na ramieniu dotyk jego ręki.
– Muszę ci coś powiedzieć – oznajmił typowym dla siebie chłodnym, spokojnym głosem.
Zastygłam, przerywając wkładanie rękawiczek, nie mogłam się jednak zmusić nawet do zerknięcia na Billa. Niech mówi do moich pleców.
– Jeśli coś mi się stanie – kontynuował (i w tym momencie powinnam się zacząć martwić) – musisz zajrzeć do kryjówki, którą zbudowałem w twoim domu. Powinien tam być mój komputer. I płyty. Nic nikomu nie mów. Jeśli komputera nie będzie w kryjówce, przyjedź i poszukaj go tutaj. Przyjedź za dnia i weź ze sobą broń. Zabierz komputer i wszystkie nośniki, jakie znajdziesz, a później ukryj je w mojej, jak ją nazywasz, dziupli.

Skinęłam głową. Na pewno dostrzegł ten ruch. Nie byłam w stanie się odezwać.
– Jeżeli nie wrócę i nie otrzymasz ode mnie żadnej wiadomości przez... powiedzmy... osiem tygodni... tak, osiem, przekaż Ericowi wszystko, co ci dzisiaj powiedziałem. I poproś go o ochronę.
Nie odzywałam się. Byłam zbyt nieszczęśliwa, żeby się wściekać, i czułam, że za chwilę się rozpłaczę. Gwałtownie pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Mój koński ogon mocno smagnął mi kark.
– Wyjeżdżam wkrótce do... Seattle – ciągnął Bill.
Poczułam, że jego chłodne wargi muskają miejsce, którego dotknęła kitka.
Kłamał.
– Kiedy wrócę, porozmawiamy.
Perspektywa tej rozmowy nie wydała mi się pociągająca. Powiedziałabym raczej, że propozycja Billa zabrzmiała złowieszczo.
Znowu kiwnęłam głową. Nie odezwałam się, bo w tej chwili naprawdę płakałam. Nie zamierzałam jednak pokazać Billowi łez, prędzej wolałabym umrzeć.
I tak się rozstaliśmy tej zimnej grudniowej nocy.

Charlaine Harris "Klub Martwych"; Wydawnictwo: Mag; Tłumaczenie: Ewa Wojtczak; Format: 125 x 195 mm; Liczba stron: 386; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-7480-159-1

KaHa

Kup książkę

Tagi: Martwy aż do zmroku – Charlaine Harris, U martwych w Dallas, Czysta krew, Dzięki niej świat pokochał wampiry,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany