Zabrał go Irak - opowieść prawdziwa

kzarecka

2010-10-24

dziennik_dla_jordana_160Drogi synu - napisał Charles na ostatniej stronie dziennika - Mam nadzieję, że ta książka będzie dla ciebie pomocna. Wybacz mi odręczne pismo i gramatykę. Próbowałem skończyć tę ksiązżę, zanim skierowano mnie do Iraku. To ma być coś specjalnego dla ciebie. Będę pisał w Stanach, Kuwejcie i Iraku. Takie słowa znalazłam w internetowym wydaniu "The New York Timesa" w artykule "Od ojca dla syna". Charles King - żołnierz, który zginął w Iraku. Jego żona - Dana Canedy, dziennikarka, zdobywczyni nagrody Pulitzera, postanowiła uzupełnić słowa, które Charles pisał dla ich synka. Tak powstał "Dziennik dla Jordana", opowieść o wielkiej miłości i równie wielkim bólu.


O książce - Bardzo osobista, przejmująca opowieść. Dana przeżyła tragedię: jej mąż, sierżant Charles King, zginął w Iraku. Osierocił malutkiego syna, dla którego pisał dziennik na wypadek, gdyby nie wrócił. W książce-liście do synka Dana połączyła ów dziennik z własnymi wspomnieniami o trudnym i szczęśliwym związku z jego ojcem na tle życia we współczesnej Ameryce. Wzruszająca historia o miłości, wojnie, stracie i nadziei, którą jest mały Jordan. To dla niego Dana musi żyć.

Fragment

charles_160Kochany Jordanie, rozkaz wyjazdu do Iraku. Słyszałam słowa, które twój ojciec wypowiedział tego zimowego dnia 2004 roku, ale nie mogłam ich zaakceptować. Nie mógł przecież wyjechać na wojnę. Za długo się szukaliśmy.

- Na miłość boską, tylko mi tego nie mów - wybuchnęłam. I zaraz dodałam: - Nie możesz się z tego jakoś wywinąć?

- Nie, Dano — rzekł łagodnie. — Dlatego noszę mundur i pobieram żołd, by jechać tam, gdzie wyśle mnie dowódca.

Wiedziałam, że mi tak odpowie, jak i to, że powitał ten rozkaz z pewną ulgą. Przez kolejne miesiące narastało w nim poczucie winy, że przygotowuje żołnierzy do walki, w której sam nie bierze udziału. Było to dla niego czymś w rodzaju naruszenia przysięgi. Moje słowa nie przynosiły mu ulgi, zwłaszcza gdy zaczęli odzywać się do niego kumple, z którymi walczył w czasie pierwszej wojny w Zatoce, a których teraz wysyłano do Iraku. Mogłam błagać i utyskiwać. Mogłam mówić Charlesowi o tym, co będą czuli jego starzy rodzice. Miałam też własne przemyślenia, dotyczące tej wojny - tak jak wszyscy - i mogłam go zmusić do przedyskutowania ze mną tej sprawy. Wydawało mi się jednak, że to nie ma sensu. Czułam, że przede wszystkim powinnam wspierać Charlesa. Nie chciałam powiedzieć niczego, co naruszyłoby jego morale czy sprawiłoby, że zacząłby kwestionować swoje zadanie.

- Kiedy wyjeżdżasz? — spytałam.

- Pod koniec przyszłego roku — odparł i znów wydało mi się, że słyszę ulgę w jego głosie.

W ciągu ostatnich paru miesięcy coraz częściej wspominał swój udział w operacji Pustynna Burza. Mimo że wiedział, na co się naraża, rozkaz wyjazdu dał mu poczucie, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Ja również myślałam o przeszłości. Kiedy przysięgałam sobie, że nie wyjdę za żołnierza, bałam się powtórzenia tego, co widziałam w dzieciństwie, a także ograniczeń dotyczących mojej pracy. Nigdy jednak nie zastanawiałam się nad poważniejszym zagrożeniem - że mój wybranek może walczyć w prawdziwej wojnie. Trzeba było, by tak się stało, żebym spojrzała na wszystko z innej perspektywy. Zaczęłam pragnąć tego, przed czym wcześniej się wzbraniałam. Uwielbiałam dziennikarstwo i jako reporterka stawiałam sobie za punkt honoru, by moi szefowie wiedzieli, iż jestem spakowana i w każdej chwili mogę wyjechać z walizką i laptopem tam, gdzie zechcą mnie posłać. Miałam również zabezpieczenie finansowe, którego od dawna pragnęłam, ale też zbliżałam się do czterdziestki. Skakanie z miejsca na miejsce już mnie tak nie ekscytowało. Meldowanie się w hotelu w mieście, którego nazwy nie pamiętałam, nie stanowiło przygody. Zapewne jakoś to do mnie docierało, przyjęłam przecież pracę redakcyjną w Nowym Jorku, chociaż mogłam zostać korespondentem zagranicznym czy szefem wiadomości krajowych w jakimś innym mieście. Teraz siedziałam w Nowym Jorku i wysyłałam innych reporterów w różne miejsca, by pisali o pożarach i katastrofach lotniczych. Chciałam bardziej doświadczać życia, a nie tylko o nim pisać. Kiedy któregoś wieczoru Charles zadzwonił, by mi powiedzieć o swoim najnowszym rysunku, byłam rozkojarzona i przerwałam mu słowami:

- Chcę mieć dziecko. Pomyślał, że to żart, i zaśmiał się.

- Mówię poważnie, Charles. Chcę zajść w ciążę. Milczał przez chwilę.

- Dlaczego?

Pytanie zawisło w powietrzu. Charles wiedział, że nigdy jakoś szczególnie nie chciałam mieć dzieci. Lubiłam je oczywiście, a wręcz uwielbiałam moje siostrzenice i bratanków, ale wiedziałam, również na przykładzie mojej rodziny, że stanowią one poważne wyzwanie finansowe. Pragnęłam wolności, by móc się skupić na swojej karierze i nie martwić się tym, że muszę zarabiać na dom i być niańką. Nigdy nie odezwała się we mnie ta biologiczna potrzeba, którą wiele kobiet odczuwa po trzydziestce. Byłam zbyt zajęta swoim planem emerytalnym, wyjazdem na safari do Afryki Południowej czy następnymi zadaniami w Portoryko czy Republice Dominikany. Tak długo odkładałam decyzję o dziecku, że teraz ta o niezakładaniu rodziny wydawała się sama narzucać - a przecież chciałam panować nad swoim życiem. Oczywiście nie chodziło tylko o moje uczucia, ale też o to, czy będziemy z Charlesem dobrymi rodzicami. Tyle dzieci w Ameryce, zwłaszcza czarnych, dorastało bez ojców. Wiedziałam, że Charles będzie kochał mnie i moje dziecko tak mocno, że nigdy nas nie opuści. Był jedynym mężczyzną, który miał w sobie cierpliwość potrzebną do tego, by mnie zrozumieć - a poza tym mnie kochał. Wiedziałam, że będzie równie cierpliwym ojcem.

Zdjęcie Charlesa i Jordana - źródło: nytimes.com

Dana Canedy "Dziennik dla Jordana"; Wydawnictwo: Świat Książki; Format: 125 x 200 mm; Liczba stron: 272; Okłądka: miękka; ISBN: 978-83-247-1653-1

KaHa

Wejdź do księgarni

Tagi: Irak, dziennik, Po prostu żołnierz,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany