Cień mojego dziecka

kzarecka

2011-09-20

cien-mojego-dziecka_160Coś przerażającego jest w tej okładce... Fragment, który zaraz podam również jest przerażający - "Kobietę, która pochowała męża, nazywa się wdową, mężczyznę, który stracił żonę – wdowcem. Dziecko bez rodziców jest sierotą. A jak nazwać ojca i matkę, którym zmarło dziecko?". I jeszcze ta wypowiedź holenderskiego pisarza Joosta Zwagermana: - Określenia "przejmujący" i "rozdzierający serce" są niewystarczające. "Cień mojego dziecka" wznosi się ponad to, co przejmujące i co rozdziera serce; nadaje kształt czemuś, co jest nie do zniesienia, czego nie można odwrócić. To wszystko mnie przeraża i jednocześnie każe pożądać każdego słowa... P.F. Thomése.


O książce - Po śmierci córeczki Isy P.F. Thomése znalazł się w przepełnionych ciszą pokojach, pośród niedoświadczonych słów, które dopiero musiał się nauczyć pisać. Cień mojego dziecka jest przejmującą relacją z tego poszukiwania słów. Całe życie zostaje wywrócone do góry nogami, każde znaczenie musi na nowo zostać znalezione. "Jeśli ona gdzieś jeszcze jest, to w języku".
"Cień mojego dziecka" to hołd złożony zmarłej córce, deklaracja miłości, piękna elegia i jednocześnie studium żałoby. To próba znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak wrócić do życia, gdy wydaje się nam, że cudza śmierć nam je odebrała.

Fragment

Beznadziejność sytuacji nie chciała do nas dotrzeć. Nadzieja to mocny materiał. Odcina się ją, a ona znów odrasta. Coś zostaje zabrane, zamknięte, zniszczone, i dokładnie w tym miejscu ponownie zaczyna wyrastać nadzieja. My, którzy nie mogliśmy już trzymać w ramionach naszego dziecka, natychmiast się dopasowaliśmy. Nauczyliśmy się czytać z ruchu warg, brwi, palców. Czytałem nawet z ruchu pleców i ramion, z kroków, drzwi, ciszy. Później doszły do tego aparaty, coraz więcej aparatów. Je również nauczyliśmy się odczytywać. Poznawaliśmy liczby i ich związek z oddechem, pulsem, ciśnieniem krwi. Nauczyliśmy się ignorować pewne piski i bezbłędnie potrafiliśmy odróżniać poszczególne kroplówki i sondy. Dostarczały nam znaczeń, jedynych, do jakich mogliśmy dotrzeć. Chcieliśmy wszystko zrozumieć, w każdym fakcie szukaliśmy oparcia przed upadkiem. W bezgraniczne nic.
– Według mnie ona teraz słodko śpi – stwierdziłaś.
– Tak – przytaknąłem. Bo dopóki można było tak powiedzieć, to mogło być
prawdą.

Justyna Bargielska: - "Wyjaśniono nam, jak prosto to wszystko przebiega". Jeśli ta opowieść składa się ze zdań trudnych, bolesnych i niemożliwych do przyjęcia,
to zdanie jest najtrudniejszym, najboleśniejszym i najniemożliwszym do przyjęcia z nich wszystkich. Bo język nie jest w stanie podążyć za doświadczeniem, które przebiega 'tak prosto': dzieci po prostu czasem umierają. Dlaczego język nie próbuje umrzeć razem z nimi? Gdy wraz z dzieckiem umiera wszystko dookoła, język nadal próbuje wyjaśniać, 'jak prosto to wszystko przebiega'. Dzieci po prostu czasem umierają. Język po prostu próbuje to opowiedzieć. Literatura nie byłaby literaturą bez takich książek.

L.H. Wiener: - Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek jakikolwiek inny tekst bardziej mnie wzruszył.

Tonnus Oosterhoff: - Wspaniałe, przejmujące fragmenty o stracie.

P.F. Thomése "Cień mojego dziecka"; Wydawnictwo: Czarne; Tłumaczenie: Alicja Oczko; Format: 120 x 195 mm; Liczba stron: 112; Okładka: miękka; ISBN: 978-83-7536-284-8

KaHa

Tagi: dziecko, śmierć, Ludzie na walizkach,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany