Agnieszka Szygenda o debiucie, rozpychaniu się łokciami i życiu

kzarecka

2007-05-16

Żyła sobie gdzieś tam w Polsce i marzyła. Jak to mówi moja bratanica: - Taki Kopciuch. Brała udział w kilku konkursach, w kilku też wygrała. Nazwała siebie kurą domową i nie uważała tego za obraźliwe. Żyła z codziennymi troskami i codziennymi radościami. Żyła i marzyła. W końcu postanowiła zaryzykować. Wysłała maszynopis swojej powieści i... dziś możecie ją kupić chyba w każdej księgarni.

Kopciuchem jest Agnieszka Szygenda. Jej pantofelkiem „Wszystko gra”. Czy zmieni się w Księżniczkę? To zależy od Was. Jeśli „Wszystko gra” jest odpowiednie, kupicie kolejne książki autorstwa Agnieszki i przemienicie ją z autorki w pisarkę.

Katarzyna Zarecka: - Skąd pomysł na „Wszystko gra”? Obejrzałaś odcinek jakiegoś reality show i Ciebie tchnęło?

Agnieszka Szygenda: - Rzadko oglądam telewizję. Formuła reality show, w momencie wejścia do telewizji, na pewno wzbudzała ciekawość. Jednak przy przekraczaniu kolejnych granic budzi niesmak. Inspiracją do napisania „Wszystko gra” była głównie gra komputerowa SIMS, a także postęp techniczny, który zewsząd nas atakuje.

Jak długo pracowałaś nad powieścią? Twierdzisz, że wydanie książki było Twoim marzeniem. Ile czasu minęło między pragnieniem spełnienia tego marzenia, a jego realizacją?

Samą powieść napisałam bardzo szybko. Byłam wtedy u rodziców na wakacjach i tam powstał „szkielet” powieści. Zajęło mi to trzy tygodnie, ale minęło kilka miesięcy, zanim ją dopracowałam. Marzyłam o własnej książce od siódmego roku życia. Po 27 latach to marzenie się spełniło.

Zaskoczenie, czy może myśl: „Wiedziałam, że jestem dobra!” – co czułaś, gdy Elżbieta Majcherczyk z Wydawnictwa Autorskiego poprosiła o tekst w wersji elektronicznej?

Przede wszystkim byłam zaskoczona! Maszynopis do Wydawnictwa wysłałam w październiku i po kilku tygodniach przestałam czekać na odpowiedź. Pomyślałam, że widocznie nie potrafię pisać. W monotonii codzienności powoli zapominałam o sprawie. Aż nadszedł ten szczególny dzień. To było w pierwszych dniach stycznia. Zadzwonił telefon, nie spojrzałam na numer. Telefon od pani Elżbiety był dla mnie ogromnym szokiem i... dał mi siłę, by pisać dalej. Nawet gdyby książki nie wydano, zyskałam nadzieję, że warto rozwijać się w tym kierunku, że nadal warto próbować.

Miałaś jakikolwiek wpływ na książkę, kiedy została już zaakceptowana przez wydawnictwo? Mam na myśli okładkę. To niby zwykłe opakowanie, ale czasami decyduje, czy ktoś sięgnie po powieść w księgarni czy nie. A okładka do „Wszystko gra” nie jest imponująca – to częsty zarzut ze strony czytelników.

Pani Elżbieta Majcherczyk to fajny człowiek, który traktuje debiutantów jak partnerów. Może mieć własne sugestie wynikające z doświadczenia w branży, ale wszystko konsultuje z autorem książki. Tak było zarówno z tekstem, jak i z okładką. Sama nie miałam żadnej wizji związanej z okładką „Wszystko gra”. Propozycja Wydawnictwa spodobała mi się i z radością ją zaakceptowałam. To, że niektórym czytelnikom może się nie podobać, jest sprawą najzupełniej naturalną. Każdy z nas ma przecież inny gust i sposób postrzegania świata.

Napisałaś książkę o manipulacji... Czym dla Ciebie jest owa manipulacja?

Próbą sterowania człowiekiem dla osiągnięcia konkretnych korzyści. To wykorzystywanie. Traktowanie kogoś, jako środka do osiągnięcia celu. Manipulacja to kłamstwo i zamach na uczucia drugiego człowieka.

A zastanawiałaś się nad kontynuacją historii z debiutu? Tam przecież pozostało wiele wątków, które śmiało można by rozwinąć.

Powiem tak - zastanawiałam się nad napisaniem kontynuacji, ale w tym momencie nie jestem na to gotowa. Nie zarzekam się, że nigdy takowej nie napiszę. Nie mogę również z całą stanowczością stwierdzić, że napiszę. Teraz chodzą mi po głowie zupełnie inne tematy. Mam wrażenie, że na temat manipulacji powiedziałam już wszystko, co miałam do powiedzenia.

„Wszystko gra” zbiera różne noty w recenzjach. Co Ty sama o niej myślisz? Czy traktujesz tę publikację jako swoje upragnione dziecko, na które patrzysz bezkrytycznie, czy teraz, z perspektywy czasu, coś już byś zmieniła?

A kto powiedział, że na własne dziecko patrzy się bezkrytycznie? Wręcz przeciwnie! Widzi się jego wady, ale kocha się je mimo wszystko. Podobnie jest z książką. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest doskonała, ale napisałam ją najlepiej, jak potrafiłam. Wiele osób zarzuca mi, że w książce brakuje psychologicznych portretów głównych bohaterów. Zwracano mi na to uwagę jeszcze przed wydaniem książki. Jednak bardzo chciałam, aby w tekście nie było opisów, wstępów itp. Stworzenie psychologicznych portretów, mogłoby usprawiedliwić postępowanie głównych bohaterów. A przecież niezależnie od tego, co przeżyliśmy, nagle możemy zacząć zachowywać się zupełnie irracjonalnie. Jest jeszcze jedna sprawa. Przeszłość Jaremy, Barnaby i Łukasza jest ledwie zarysowana, gdyż oni sami się od niej odcinają. Wstydzą się rodzinnego miasta i biedy z przeszłości. Pominięcie tego w książce jest zabiegiem celowym.

Jak reagujesz na negatywne opinie o książce?

Zależy od czynników zewnętrznych i od samych recenzji. Krytyka konstruktywna daje mi do myślenia. Analizuję uwagi, staram się wyciągnąć wnioski na przyszłość. Przecież ciągle się uczę. Te kompletnie negatywne powodują we mnie niepewność. Kiedyś ktoś napisał, że szkoda czasu na przeczytanie mojej książki. Moją wewnętrzną reakcją było pytanie, czy mogłabym coś zrobić, aby zrekompensować recenzentowi tę stratę. Nie obrażam się. Chyba niemożliwe jest, aby coś podobało się równocześnie wszystkim.

Wiem, że rodzina jest dla Ciebie najważniejsza. Że „Wszystko gra” jest tylko dodatkiem. Że gdybyś miała nie wydać już żadnej książki, powiedziałabyś sobie, że miałaś w życiu fajną przygodę i nie rozpaczała. Kura domowa z trójką dzieci, mężem i ogrodem, którego poddaje się wertykulacji to przecież Twoje życie. Dobre życie. Moje przekonanie może być jednak mylne. Mam zatem rację, czy jednak nie?

To prawda, że rodzina jest najważniejsza. I że są na świecie sprawy ważne i ważniejsze. Ale „Wszystko gra” nie jest tylko dodatkiem w moim życiu. Na razie jestem na takim etapie w życiu, że dzieci ciągle wymagają ode mnie nieustannej uwagi. Bycie non stop do dyspozycji trzech małych ludzi, jest z jednej strony fajne, ale z drugiej – ma się poczucie, że człowiek przestał być panem swojego losu. Dzieci to wyzwanie, ale i obowiązek. W tej chwili są priorytetem, nieustannie mnie potrzebują. Pisanie to potrzeba bardzo osobista. Poza domem, pracą w ogrodzie, zabawą czy gotowaniem obiadów. Przyjemność, na którą niestety często nie starcza mi sił, ale która daje mi spełnienie.

Brałaś udział w kilku konkursach poetyckich. Nadal piszesz wiersze, czy „przerzuciłaś” się już tylko i wyłącznie na prozę?

Ostatni wiersz napisałam trzy lata temu, ale nie wynika to z jakiegoś postanowienia. Kiedy „to” do mnie przyjdzie, nie będę się zastanawiać, czy wyrazić uczucia prozą czy wierszem, tylko zapiszę, jak mi podyktuje serce.

Wiesz, jesteś kompletnie niemedialna. Cicha, spokojna, skromna, poukładana... Mam wrażenie, że gdybyś miała w sobie więcej tupetu, byłoby Ci łatwiej. Powiedziałabyś: „Jestem świetna, napisałam dobrą książkę i nie zamierzam na tym skończyć!”. Tymczasem Ty mówisz: „Dzień dobry. Bardzo dziękuję, że przeczytaliście moją książkę. Jeśli mi pozwolicie, chciałabym spróbować napisać jeszcze jedną”. Czy ktoś, kto decyduje się na, że tak to określę – „szersze zaistnienie”, nie powinien mieć w sobie odrobiny pychy?

Być może pycha ułatwia promocję, ale nic nie poradzę na to, że nie umiem przepychać się przez życie łokciami. W czyjejś sprawie – owszem. W swojej – nie. Kiedy wysyłałam maszynopis do Wydawnictwa, nie myślałam o promocji i o szerszym zaistnieniu. Może gdybym pomyślała, to maszynopis do dziś zalegałby w moim komputerze? Tak więc: Bardzo dziękuję, że przeczytaliście moją książkę. Jeśli mi pozwolicie, chciałabym spróbować napisać jeszcze jedną.

Jesteś obwarowana terminami wydania drugiej książki?

Takie terminy istnieją, ale na szczęście nikt nie stoi nade mną z kijem. Wierzę, że w życiu wszystko przychodzi w odpowiednim czasie i człowiek niepotrzebnie sam sobie generuje stres, próbując pewne sprawy przyspieszyć, żeby zyskać PEWNOŚĆ. Tylko, że ta pewność może rozleniwiać.

Będziesz na Targach Książki w Warszawie. W tym samym miejscu będzie wielu znanych, uwielbianych, szanowanych autorów. Zarówno tych od trudnych do przyswojenia publikacji, jak i od czytadeł. Pomijając Twoją skromność i małą pewność siebie – chciałabyś być tam Kopciuszkiem czy Księżniczką? I błagam Cię, nie mów: „Sobą”. To wie każdy. Pytam o wyobrażenie sobie tego dnia i Twojej tam obecności.

Bardzo się cieszę na te Targi, choć nie mam złudzeń. Czytałam listę autorów. Jest imponująca. Gdyby jednak ktoś zaplątał się w „moje rewiry”, zapraszam bardzo serdecznie. Ponieważ pytanie bardzo zawęża mi pole manewru, powiem tak: chciałabym być Kopciuszkiem, który zmieni się w Księżniczkę. Czy jest ktoś, kto o tym nie marzy?

Tagi: Agnieszka Szygenda, Katarzyna Zarecka, wszystko gra, książka, książki, Wydawnictwo autorskie, reality show, maszynopis, debiut, wiersz, Kopciuszek, targi,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany