Piękno i moc języka są niewyobrażalne

islojewska

2011-09-29

glos_160Luka Campelli czytając głośno "Operette morali" Giacoma Leopardiego z roku 1827 doświadczył uczucia radości. "Bez wątpienia sprawiało mu to przyjemność, (…) a zachwyt na jego twarzy silnie kontrastował z melancholijnym klimatem tekstu". To fragment z książki "Biblioteka cieni", w której Mikkel Birkegaard dotyka ciekawego zjawiska, jakim jest moc wypowiadanego słowa. Na tyle silna, że wpływa na psychikę, na działania innych ludzi.



Jak skomplikowanym procesem jest czytanie, od słowa na papierze, które masz przed sobą, do chwili, gdy dźwięk wydobywa się z ust. Wiele obszarów mózgu uczestniczy w przekładaniu symboli na dźwięk albo na zrozumienie, jeśli czytasz po cichu. I to właśnie w tym w tej interakcji, może wydarzyć się coś fantastycznego – powiedział Iversen do Jona.

No właśnie, co może się wydarzyć? Czy słuchając recytowanego tekstu, doświadczamy uczucia jedności z jego treścią? Czy warto wtedy zamknąć oczy i pozwolić, by słowa niosły nas w odległe wymiary, w których zamieniają się w obrazy i melodię? Czy też odkryjemy zupełnie nowe obszary w nas samych? Czy przekroczymy granicę pomiędzy światem realnym, tak bardzo nam znanym, a tym, który drzemie w naszej wyobraźni, w marzeniach, do którego kluczem jest słowo?

Słowo jest orężem, potężnym argumentem. Kiedy chcę przekazać innym coś bardzo ważnego, najważniejszego na świecie, to istotny jest tu walor przekonywania. Jeśli do tego dodamy emocje, to szanse na porwanie słuchaczy są bardzo wielkie – mówi Mieczysław Franaszek, aktor Teatru Polskiego w Bydgoszczy. - Kiedy tekst czyta się głośno, to słowo zupełnie inaczej brzmi w warstwie fonetycznej. Ono rozlega się, istnieje niemal fizycznie, jakże jest inne od tego na papierze, które odbieramy wzrokiem i "czytamy" bez dźwięku.

Birkegaard pisze, że "czytając na głos jakiś tekst, możemy nadać mu interpretację, jakiej sobie życzymy i w ten sposób wpływać na przeżycia słuchacza i jego stosunek do tekstu, którego słucha". - I tak jest w istocie, bo czytanie na głos to dar, umiejętność, która jest przywilejem. To według mnie rodzaj niezwykłej autosugestii – podkreśla aktor. – Jeśli chodzi o interpretację, to rzeczywiście jest tak, jak w zacytowanym wyżej zdaniu. Osoba recytująca może wygłaszać tekst nawet wbrew intencjom autora, może wpaść w interpretacyjne efekciarstwo, uciec od sensu tekstu. W związku z tym nasuwa się refleksja, czy aktor przypadkiem nie balansuje na granicy odtwórczości i twórczości. Odwołam się do słów Jerzego Stuhra, który uważa, że aktorska interpretacja tekstów jest ingerencją w wyobraźnię słuchających, a to dlatego, iż niejako narzuca własny sposób odczytania tekstu. A my przecież posiadamy własną wyobraźnię, smak, strukturę psychiczną i możemy ten sam utwór przeczytać sami.

No tak, ale słowom zapisanym brakuje dźwięku, więc lubimy, gdy czyta je ktoś, kto posiada fascynującą barwę głosu. I wtedy słowa stają się dźwiękiem, melodią.

- Głośne czytanie to niełatwa sztuka. Należy w niej respektować stylistykę obowiązującą w epoce, w jakiej dzieło powstało. Zupełnie inna poetyka obowiązuje w głośnym czytaniu wierszy romantycznych i współczesnych – kontynuuje Mieczysław Franaszek. – Nie zapominajmy, że piękno języka jest niewyobrażalne. Staropolszczyzna, barok mają swoje "literackie smaki". Najważniejsze, żebyśmy o nie dbali, a także i o to, by język, jakim się posługujemy nie był jednobarwny.

Jeśli tak, to czytajmy po cichu i głośno, poznawajmy nowe słowa i emocje, jakie z sobą niosą. Pozwólmy im żyć, głęboko oddychać, czekać na nas w książkach ustawionych równo na półkach naszej biblioteki. Bo w ich mocy są także cienie tych, którzy czytali je przed nami i pozostawili w nich cząstkę siebie. "Płyńmy wśród liter i słów", w ich brzmieniu, w ich przesłaniu. Bo jest to po prostu fascynujące.

Ilona Słojewska


Tagi: Biblioteka cieni, głośne czytanie, cała Polska czyta dzieciom, aktor,

<< Powrót

Papierowy Ekran 2009

FB PL

Kejos

HaZu

PL zmiany