Piekło Pacyfiku, które drążyć każe
Od kilku dni dobiegają mnie słowa: "Nie tylko dla fanów serialu 'Pacyfik'". Szukam zatem informacji o książce, a tam wypowiedź Toma Hanksa wcielającego się w rolę Ala McIntosha w serialu "The War" (u nas "Pacyfik"): - Więcej niż legenda... E. B. Sledge przedstawił wszystkie skrajności wojny na Pacyfiku - koszmar, koleżeństwo, banał i niezwykłość - w kategoriach, które my, zwykli śmiertelnicy, jesteśmy w stanie zrozumieć. I znowu ten serial! Jakiż on?! Gdzież on?! Szperam, szukam, a tu nominacje do nagród, a tam statuetki, a jeszcze w innym miejscu, że w Polsce na HBO, a... Ach! Książka - "Piekło Pacyfiku". Finito!



Która książka, była na tyle wyjątkowa, by zainspirować Márqueza do napisania "Stu lat samotności"? Która książka, była takim dziełem, by stworzyć ręką innego pisarza kolejne dzieło? Odpowiedź mieści się w dwóch słowach - "Pedro Páramo". Każdy miłośnik literatury meksykańskiej (może lepiej - hiszpańskojęzycznej?; zapewne znajdzie się więcej chętnych) zna ten tytuł i zna nazwisko autora (dla tych, którzy nie wiedzą - Juan Rulfo; napisał TYLKO dwie książeczki, a należy do klasyków literatury). Dzieło ukazało się w serii jubileuszowej "50 na 50" wydawnictwa Znak.
Heinrich Steinfest to autor popularny w Niemczech i Austrii. Skoro jednak "Subtelny nos Lilli Steinbeck" pojawił się na księgarskich półkach w Polsce, może warto nieco o autorze wspomnieć. Podobno jego twórczość charakteryzuje swobodne łączenie elementów kryminału i powieści science fiction z wątkami surrealistycznymi. Napisał kilka książek, zdobył kilka nagród. A jego subtelny nos podpowiedział mu, że i z tą książką pójdzie całkiem dobrze (i poszło; nagroda Deutscher Krimi Preis). W "Die Zelt" padły słowa: "Steinfestowi udało się napisać arcydzieło". Jeszcze coś dodać?
Prawie 40 lat temu w kinach pojawił się film "Diabły" (wyreżyserował go Ken Russel). Muzykę do obrazu stworzył pan o personaliach: Peter Maxwell Davies. Film odniósł sukces. Co ciekawsze - dwa lata przed premierą "Diabłów" zasłynęło coś zupełnie innego - "Diabły z Loudun", pierwsza opera Krzysztofa Pendereckiego (zamówiono ją w Hamburgu). Jednak do rzeczy - i opera, i film powstały na podstawie książki, której autorem jest Aldous Huxley ("Diabły z Loudun"). Ta niezwykła książka (aż strach pomyśleć!!!) niepublikowana dotąd w Polsce, wreszcie jest.
Rzeźnik (Krzysztof), radiowiec z prowincji, który za sprawą dwóch przedsiębiorczych ludzi ze stolicy, zyskał niezbędne szlify i stał się gwiazdą na skalę krajową, z dnia na dzień ulega przemianie. Trochę cwany, trochę głupkowaty człowiek mediów odkrywa pustynię duchową swojego życia i pod wpływem spotkań grupy religijnej popada w quasi-sekciarską dewocję (a może doznaje odkupienia). Z zażenowaniem przygląda się temu ojciec chrzestny jego sukcesu – Wojtek.
Olgerd Dziechciarz - jak sam mówi znany nieznany, to ciekawy typ człowieka. Wydaje się, że z jednej strony nie ma ochoty na nic ("Nie chce mi się o sobie gadać"), z drugiej, że wręcz przeciwnie, z trzeciej, że mu nie zależy, z czwartej, że może jednak, z piątej, że kpi, a z szóstej, że właśnie taki jest - bezpośredni. Na proste odpowiada prostym, bo jaki sens ma kręcenie? Hm... Niezwykle ciekawy mężczyzna. I autor, choć pewnie wielu z was właśnie myśli: "A kim on właściwie jest?!". Sprawdźcie, kim jest, jaki jest. Dostaniecie tyle, na ile on sam wam pozwoli. A jeśli znowu mu się oberwie... No cóż, takie życie.





